sobota, 21 września 2013

Rozdział 7

      " Szłam przez ciemny las. Wokół nie było słychać nic. Nawet żadnego śpiewu ptaków.
Strach opanował całe moje ciało. Nie wiedziałam, co robić. W końcu postanowiłam
iść dalej. Przedzierałam się przez krzaki, które raniły moją skórę. Rany mnie piekły,
ale nie przestawałam iść. Dotarłam na jakąś polanę. Stanęłam i rozglądałam się.
Dalej nic. Ruszyłam przed siebie. Po chwili zauważyłam coś leżącego na ziemi.
Postanowiłam sprawdzić co to. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną
leżał Niall, cały we krwi. Padłam na kolana, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. 
Kto to zrobił? Dlaczego? Czemu właśnie Horan? Pytania głębiły się w mojej głowie.
~ Tak, płacz mała suko. Właśnie o to mi chodzi. Przypatrz się. Za chwilę ty będziesz
tak leżała.~ Powiedział ktoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś chłopaka. 
Jego twarz była skryta w cieniu, dlatego nie mogłam dojrzeć jego twarzy. Instynktownie 
zerwałam się do biegu. Nieznajomy szybko ruszył za mną. Uciekałam ile sił w nogach.
Zerknęłam do tyłu. To był mój błąd. Nie zauważyłam wystającego korzenia i potknęłam
się o niego. Chłopak mnie dogonił. Nie miałam już szans. On zaśmiał się krótko i wyciągnął
nóż.~ Tyle czasu na to czekałem.- Powiedział i uniósł ostrze. Zaczęłam głośno krzyczeć."


- Audrey! Obudź się! Audrey!- Krzyczał ktoś nad moim uchem. Poderwałam się z miejsca i cała spocona zaczęłam dyszeć. Podniosłam wzrok i zauważyłam bladego Niall'a. A więc to tylko zły sen.- Och, w końcu się obudziłaś. Zaczęłaś tak wrzeszczeć, że aż przestraszony spadłem z łóżka. 

- Przepraszam.- Powiedziałam.

- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Zły sen?- Spytał. Pokiwałam twierdząco głową. To było straszne. Niech ten koszmar nigdy się nie powtarza. 

- Która godzina?- Nie byłam zorientowana.

- Dochodzi 9.- Odpowiedział blondyn. Opadłam ciężko na poduszki.- Ja pójdę zrobić śniadanie, a ty za ten czas weź prysznic.

- Ok. Dziękuję.- Chłopak jedynie uśmiechnął się do mnie. Wstał i opuścił sypialnię.


Ja również wstałam i skierowałam się do łazienki. Tam uświadomiłam sobie, że nie mam czystych ciuchów. Wróciłam  z powrotem do pokoju. Otworzyłam wielką szafę Niall' era. Chwyciłam jakąś koszulkę i znów zamknęłam się w łazience. Ściągnęłam wczorajsze rzeczy i weszłam pod strumień gorącej wody. Moje ciało od razu się odprężyło. Umyłam głowę jakimś szamponem należącym do niebieskookiego. Nawet ładnie pachniał. Po 15 minutach upuściłam kabinę. Wzięłam ręcznik, który pierwszy wpadł mi pod rękę i wytarłam się. Ubrałam wczorajszą bieliznę i spodnie. Założyłam jeszcze koszulkę nie należącą do mnie. Wysuszyłam włosy suszarką, która nie wiem co robiła w jego łazience. Spięłam włosy w luźnego koka, gumką, którą znalazłam w kieszeni jeansów. Przyjrzałam się mojemu odbiciu w lustrze. Wyglądałam tragicznie. Zjechałam wzrokiem w dół i zauważyłam, że na koszulce widnieje napis " Crazy Mofos". Uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się na schody i zeszłam po nich w dół, zmierzając do Niall'a, który powinien być w kuchni. Tam właśnie go zastałam. Kończył smażyć omlety. Podśpiewywał coś sobie pod nosem. Uznałam, że ma piękny głos. Stał do mnie tyłem. Postanowiłam skorzystać z okazji i coś zrobić. Podeszłam do niego po ciuchu od tyłu. Mocno wtuliłam się w jego plecy. Na początku się spiął, ale później rozluźnił się pod moim dotykiem. 

- Jak miło.- Powiedział.

- Mhm.- Mruknęłam dalej się tuląc. Po chwili go puściłam i usiadłam na jednym z krzeseł. Po chwili dostałam pod nos talerz pełen omletów.- Ty myślisz, że ja to zjem?- Spytałam zdziwiona.

- No pewnie. Nie zaszkodzi. Ja zawsze tyle jem.- Powiedział.

- Chyba cię pogięło.- Stwierdziłam.- Ja nawet nie wiem, czy dam radę zjeść połowę z tego. 

- To jedz tyle ile ci wejdzie. Więcej zostanie dla mnie.- Wyszczerzył się.- Smacznego.

- Jesteś niemożliwy. Dziękuję i wzajemnie.- Zaczęliśmy jeść. Te omlety są boskie! Jak on może tak gotować? Kiedy zjadłam 4 omlety i już padłam, blondyn kończył jeść taką porcję, jaką dostałam ja.- Ja już nie dam rady.- Powiedziałam, trzymając się za brzuch. Możesz sobie zjeść resztę.- Podsunęłam mu talerz pod nos. Po 5 minutach nie było tam już nic.- Jak ty to robisz, że jesz tak dużo a jesteś taki chudy?- Spytałam.

- Magia.- Odpowiedział. Zaśmialiśmy się oby dwoje.- To ty idź do salonu i włącz sobie telewizor, a ja za ten czas pozmywam.

- O nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Pomogę ci.

- Nie trzeba. Poradzę sobie.- Nie słuchałam już go, tylko wzięłam się za mycie. On tylko westchnął i wziął ścierkę do wycierania naczyń. Podawałam mu już umyte talerze, a on je wycierał. Było tak przez 10 minut. Kiedy już ostatni talerz został wytarty, oblałam chłopaka wodą i uciekłam z kuchni do salonu.


Siadłam na kanapie  jak gdyby nigdy nic włączyłam telewizor. Zastanawiałam się, gdzie on się podział. Nie było go i nie było. Pewnie aż tak go wryło w podłogę to, że odważyłam się go ochlapać. Zaśmiałam się chicho i oglądałam jakiś nudy program. Usłyszałam po chwili kroki. Uniosłam głowę i zauważyłam Niall'a. Miał strasznie podejrzaną minę. Coś się musiało kroić.

- Coś się stało.- Spytałam ostrożnie. Chłopak jednym ruchem ręki wyciągną zza siebie pistolet na wodę i zaczął mnie oblewać. Zaczęłam piszczeć i zaczęłam biec. On biegł za mną jak jakiś szaleniec. Ganialiśmy się tak po całym domu. Po chwili oboje padliśmy zmęczeni na kanapę. Oby dwoje byliśmy mokrzy. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Śmiałam się dopóki nie rozbolał mnie brzuch. Powróciliśmy do oglądania telewizji. 


Straciłam poczucie czasu. Usłyszałam jak otwierają się drzwi wejściowe. Po chwili w salonie stanął Harry. Przesunęłam się na kanapie. robiąc mu miejsce. W efekcie musiałam bardziej przybliżyć się do Horana.

- Cześć.- Powiedział lokowaty.

- Hej.- Odpowiedziałam.

- Siemka.- Powiedział Niall.

- Widzę, że tu wesoło było.- Popatrzył się na nas i zaczął się śmiać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że chodzi mu o nasze mokre ciuchy. 

- Nie zaszkodzi się czasem zabawić.- Powiedział blondyn. 

- No pewnie, że nie.- Odpowiedział Harold i zajął miejsce obok mnie. Teraz wszyscy oglądaliśmy jakiś program. Po chwili odezwała się moja komórka. SMS. Wyciągnęłam urządzenie z kieszeni i ujrzałam wiadomość od Cassie.

Od Cas <3: 
" Cześć."

Postanowiłam nie odpisywać. Już miałam odłożyć komórkę, kiedy znów zabrzęczała.

Od Cas <3:
"Przepraszam. Nie powinnam tak mówić :( Przyjdź to porozmawiamy.

Do Cas <3:
"Będę za 20 minut."

Postanowiłam się z nią spotkać. Byłam ciekawa, co ma mi do powiedzenia. No i mam u niej swoje rzeczy. Chciałabym zakończyć tą bezsensowną kłótnię. Byłam jeszcze trochę na nią zła, ale mi przejdzie. W końcu sama narzekam tyle na swoją rodzinę. Nie dziwię jej się.

- Słuchajcie. Ja się już będę zbierała.- Oświadczyłam wstając.

- Dlaczego?- Zareagował szybko Niall, robiąc to, co ja.

- Cas napisała, że chce się spotkać. Myślę, że dobrze będzie, jak do niej pójdę.

- No dobrze. Skoro mówisz. A wpadniesz jeszcze?- Spytał z nadzieją w głosie.

- No jasne, że tak!- Odpowiedziałam entuzjastycznie.

- To świetnie. Już nie mogę się doczekać.- Uśmiechnął się do mnie.

- Ja też. Ymm, pozwolisz, że pójdę w twojej koszulce? Nie chce mi się przebierać.

- Nie ma sprawy. Zresztą do twarzy ci w niej.- Wyszczerzył się.

- Eee tam gadasz. No to pa Harry.

- Cześć.- Odpowiedział i uśmiechnął się do mnie.

Niall odprowadził mnie pod drzwi. Założyłam buty i stanęłam naprzeciwko niego. Nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć i co zrobić. 

- Yhh, no ten, dziękuję za pomoc i przenocowanie mnie.- Zdecydowałam się powiedzieć to.

- To dla mnie przyjemność. Nie codziennie gości się tutaj taką śliczną dziewczynę.- Zaśmiał się.

- Nie żartuj sobie.- Uśmiechnęłam się.- No to do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję.- Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. Otworzyłam drzwi i wyszłam na świeże powietrze. Wyszłam przez bramkę i skierowałam się do domu Cas. Droga zajęła mi chwilę. Niedługo potem stałam przed drzwiami jej domu i czekałam aż mi otworzy.

Wiem, beznadzieja. Jakoś nie wiedziałam, co napisać. Czasami naprawdę brakuje mi pomysłów. Mam nadzieję, że następny rozdział wyjdzie lepiej. Do zobaczenia <3

sobota, 14 września 2013

Rozdział 6

- Audrey.- Usłyszałam. Obróciłam się i zauważyłam Niall'a. O nie. Tylko nie on. Nie chcę się mu tłumaczyć. Poza tym, nie chcę, żeby widział jak płaczę. To jest oznaka słabości. Wyjdę na jakąś kruchą dziewczynkę, którą raczej nie jestem. Już od dawna radzę sobie sama i wolę, żeby tak pozostało. Niezależność to coś, co kocham. Moje decyzje są podejmowane tylko przeze mnie i jeśli coś nie wypali, to mogę obwiniać tylko siebie. Szybko otarłam łzy z policzków i dalej pozostałam w pozycji, w której byłam. Może się odczepi, kiedy zobaczy, że nie mam ochoty na rozmowę.- Wiem, że płakałaś.- Powiedział pewny siebie.

- Zapomnij o tym.- Bardzo się starałam, żeby mój głos się nie załamał. Jednak chyba mi nie wyszło. Blondyn usiadł obok mnie i wpatrywał się w ten sam punkt przed nami, co ja. Zapadła cisza. Nie była niezręczna, ale wręcz przyjemna. Lubię, kiedy można z kimś pomilczeć. Spojrzałam na Niall'a, który miał niezrozumiałą dla mnie minę.- Słyszałeś wszystko, prawda?- Zapytałam. Byłam tego prawie pewna. Chłopak wachał się, co odpowiedzieć, ale w końcu się odezwał.

- Jakby to powiedzieć. Tak, słyszałem. Nie to, że chciałem podsłuchać, czy coś, tylko wszystko było słychać. Jeszcze podniosłyście głosy. Naprawdę nie wiem, jak ona mogła ci to powiedzieć. Jesteście przyjaciółkami. Skoro uznałaś, że nie jesteśmy grozni, co brzmi śmiesznie, bo chyba na jakiś bandytów nie wyglądamy. Ale to jej zdanie. Powiem, że nas to nie uraziło, ale wręcz rozbawiło. A co do twojego ojca, to nie powinna się ciebie o to czepiać. W końcu znacie się parę lat i powinna wiedzieć, jaki on jest. Sama też się na to naraziła, zapraszając cię do siebie. To nie twoja wina, że urodziłaś się w takiej rodzinie. Oczywiście bez obrazy. Ja cię rozumiem i nie mam ci za złe, że przede mną uciekałaś. Czasami jednak jest lepiej pobyć z kimś niż samemu. Nawet milcząc. Jeśli przeszkadza ci moje gadanie, to powiedz, a będę cicho.- Słuchałam go uważnie. Prawdę mówiąc, mówi całkiem sensownie. Niby chłopak, ale coś tam wie. Może rozmowa z nim mi choć trochę pomoże? Zobaczymy.

- Nie. Mów do mnie. To w jakiś sposób mnie uspakaja. Mam poczucie, że jednak nie jestem całkiem sama na tym świecie. Może i masz rację, co do tej sprawy z Cassie. W końcu jest moją przyjaciółką i powinna zrozumieć. Przykro mi, że musieliście to słyszeć. Ja na prawdę nie uważam was za jakiś agresywnych kolesi. Powiem ci, że jesteście nawet nawet.- Zaśmiałam się cicho, a Nialler razem ze mną.

- Fajnie wiedzieć. A ty nie jesteś nawet nawet. Jesteś królową pand.- Śmiał się, a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi. Chyba musiał odczytać z mojej miny, że nie wiem o co mu chodzi.- Jesteś najpiękniejszą pandą na świecie. Chodzi o twój makijaż. Cały spłynął.- Zaczął chichotać dalej. Ja w końcu też załapałam i zaczęłam się śmiać. No tak. Zaczęłam płakać zapominając o makijażu i na dodatek nie mam chusteczek. Ech, jaka wpadka. Niall, jakby czytając mi w myślach, wyciągnął z kieszeni chusteczki i podał mi jedną.- Proszę.- Powiedział.

- Dziękuję. Niestety, ale przestaję być królową pand. Lepiej im będzie beze mnie. Nie nadaję się na królową. Ktoś mnie lepiej zastąpi.- Zaczęłam ścierać resztki mojego make- up' u. Nie miałam lusterka, więc musiałam spytać mojego towarzysza, czy już wszystko starłam.- Już?- Spytałam. Niebieskooki nie odpowiedział, tylko wziął ode mnie chusteczkę i przytrzymując jedną ręką mój podbródek, drugą zaczął umiejętnie ścierać pozostałości, które zostawiłam. Spojrzałam na jego twarz. Był skupiony na tym co robi. Zaczęłam badac wzrokiem każdy zakamarek jego twarzy. Tak się zapatrzyłam, że nie zauważyłam, kiedy skończył.

- Gotowe.- Powiedział. Nasze oczy się spotkały. Nie mogłam uwierzyć, jak ktoś może mieć oczy błękitne jak niebo. Można w nich utonąć, co w tej chwili zrobiłam. Długo byliśmy w tym stanie. Po chwili zadziwiłam sama siebie tym, co zrobiłam. Nachyliłam się i pocałowałam chłopaka w policzek.

- Dziękuję. Naprawdę mi pomogłeś.- Nialler był na początku zszokowany, ale później na jego twarzy wykwitł ogromny uśmiech.

- To dla mnie przyjemność. A teraz chodź, wracamy.

- Ale ja nie mogę wrócić do domu.

- To dzisiaj przenocujesz u mnie. To żaden problem.- Zastanawiałam się chwilę. Co mi szkodzi? Nie pójdę przecież spać pod most. Kiwnęłam twierdząco głową. On znowu się uśmiechnął i wstał. Podał mi rękę i razem skierowaliśmy się do jego domu

Droga nie zajęła nam dużo czasu. Okazało się, że Niall mieszka dwie ulice dalej ode mnie. Dom nie był jakoś szczególnie duży. Może taki jak mój. Weszliśmy na posesję. Chłopak wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył drzwi. Ściągnęliśmy buty i weszliśmy do salonu. Ściany były w kolorze beżu. Na środku stały dwie skórzane kanapy, a obok dwa fotele. Przed nimi stał stół a na ścianie wisiał wielki telewizor plazmowy. Stało też kilka szafek, na których znajdowały się różne książki i zdjęcia. Już mi się tu spodobało. Później przeszliśmy do kuchni. Była przestronna tak, jak lubię. Wyposażenie takie, jak w każdej kuchni. Skierowaliśmy się schodami na górę. Blondyn otworzył jedne z drzwi. Podejrzewałam, że to jego sypialnia. Nie myliłam się. Na środku stało łóżko dwuosobowe. Z boku mała szafka, na której stała lampa i budzik. W pomieszczeniu znajdowała się też wielka szafa z ubraniami. Nad łóżkiem wisiała wielka flaga Irlandii, co wskazywało, że on musi być irlandczykiem. Wiedziałam, że miał jakiś dziwny akcent. O jedną ze ścian stała oparta gitara. Może mi coś kiedyś zagra. Znajdowały się tu też jeszcze jedne drzwi. Pewnie od łazienki, ale tam już nie wchodziliśmy. Wyszliśmy z pokoju i poszłyśmy do innego. Tylko przelotnie spojrzałam na wszystko, a Niall poinformował mnie, że mieszka z Harrym i to jego pokój. Ale tam bałagan miał. Zeszliśmy z powrotem na dół. Siadłam na jednej z kanap i czekał aż gospodarz przyniesie mi szklankę wody. Po chwili pojawił się Horan i postanowiliśmy oglądać TV. Znaleźliśmy jakiś film i postanowiliśmy go oglądnąć. Okryliśmy się kocem, który leżał obok i zaczęliśmy oglądać. Nie powiem, ale to było nudne. Poczułam zmęczenie i oparłam się głową o ramię blondyna. Przymknęłam powieki i zasnęłam.

Obudził mnie jakiś hałas. Nie wiedziałam co to. Dźwięki dobiegały z telewizora. Jakaś reklama. To mnie obudziło. Podniosłam głowę lekko do góry. Dalej byłam oparta o ramię Niall'a. On także spał. Czyli ten film to jakaś totalna nuda. Podniosłam się z jego ramienia i usiadłam prosto. Otarłam oczy przeciągając się. Nie wiedziałam, co mam robić. Postanowiłam obudzić go. Potrząsnęłam lekko jego ramię. Myślałam, że to zadziała, ale widocznie ma silny sen. Postanowiłam zadziałać inaczej. Włączyłam kanał muzyczny i puściłam muzykę najgłośniej jak się dało. Jednak mój wysiłek na nic. Horan dalej spał jak zabity. O nie, tak nie będziemy pogrywać. Poszłam do kuchni. Przeszukałam szafki w poszukiwaniu jakieś szklanki. Kiedy ją znalazłam, nalałam do niej wody. Wzięłam ją ze sobą i stanęłam przed chłopakiem. Jak słodko śpi. Niestety koniec drzemki. Nie będę siedziała sama. Wylałam zawartość szklanki na jego głowę. Zerwał się z kanapy, jakby się paliło. Spojrzał na mnie, kiedy odkładałam puste naczynie na stół.

- Ty.- Powiedział.- Pożałujesz tego.- Rozumiejąc przekaz, zaczęłam uciekać. On nie ustępował i gonił mnie przez cały dom. W końcu się zmęczyłam i stanęłam między kanapą a stołem. Blondyn stanął za kanapą. Nie wiedziałam, co ma zamiar mi zrobić, dlatego postanowiłam go przeprosić.

- Niall, przepraszam. Nie chciałam, ale nie wiedziałam jak cię obudzić.- Mówiąc to powstrzymywałam śmiech. Chłopak zaczął się śmiać.

- Chyba nie myślisz, że ci tak łatwo odpuszczę.- Powiedział i korzystając z mojej nieuwagi, przeskoczył przez kanapę i wziął mnie na ręce. Zaczęłam krzyczeć, żeby mnie puścił, ale on nie ustępował. Nie wiedziałam co planuje. Skierował się w stronę łazienki w swoim pokoju. Wyrywałam się, ale nic nie pomagało. Nie wiedziałam też, dlaczego zaniósł mnie do łazienki. Zaskoczył mnie. Wszedł pod prysznic ze mną i odkręcił zimną wodę. Dreszcze od razu pojawiły się na mojej skórze. Krzyczałam jeszcze bardziej, ale to nie pomagało. On tylko stał i śmiał się jak głupi. Że mu nie było zimno. W tej chwili nie było mi do śmiechu. 

- Puść mnie.- Zażądałam. Chłopak spojrzał dziwnie na mnie i mnie puścił. Chyba zrozumiał mój przekaz. Wyszłam spod prysznica. Rozglądałam się w poszukiwaniu jakiegoś ręcznika. Niestety nie mogłam go znaleźć. Chwilę później poczułam coś miękkiego na moich ramionach. Niall dał mi jakiś ręcznik. Otuliłam się nim szczelnie i patrzyłam na tego durnia. Miał minę jak zdechły kot. 

- Gniewasz się?- Spytał. Nie odpowiedziałam mu. Głucha cisza.- No przepraszam. Nie chciałem, ale musiałem ci się jakoś odpłacić, a to jedyny sposób, który przyszedł mi do głowy. Wybacz mi. Więcej nie będę. To było jednorazowe. No Audrey. Odezwij się.- Nie mogłam już wytrzymać. Te jego błagania były tak śmieszne, że wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. On na początku nie wiedział, o co mi chodzi, ale później dołączył do mnie i także zaczął się śmiać. 

- Dobra. Koniec tego dobrego. Żegnam cię w tej chwili, bo chciałabym wziąć prysznic.- Powiedziałam. Blondyn bez żadnych sprzeciwów, opuścił łazienkę.

Ściągnęłam przemoczone ciuchy i weszłam pod prysznic. Tym razem pod ciepłą wodę. Od razu zrobiło się cieplej. Po 30 minutach opuściłam pomieszczenie. Zeszłam do salonu, gdzie zastałam Niall'a. Siedział tyłem do mnie, dlatego postanowiłam skorzystać z okazji i go nastraszyć. Podeszłam po cichu na palcach do niego. Złapałam go za ramiona i krzyknęłam głośne "Buuuuuuuuu!". Jednak on się nie wystraszył. Zawiodłam się. Miał się przestraszyć. Wtedy byłaby zabawa.

- Nie wyszło ci, bo słyszałem jak schodziłaś po schodach.- Oznajmił.- Ale dobry pomysł. Gdyby ci się udało, to mogłabyś wpędzić mnie do grobu. Na szczęście ci się nie udało.

- Ech, a byłoby tak śmiesznie.- Klapnęłam koło niego na kanapie. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. W końcu postanowiłam się odezwać.- Yyy, jest już późno i chciałabym się położyć. Gdzie mogę?

- U mnie w pokoju. Ja położę się u Harry' ego. Dzwonił, że nie wraca na noc. Nie wiem gdzie jest.

- No to okej. Idę się położyć.- Wstałam i pokierowałam się w stronę schodów. Niall podążył za mną. Odprowadził mnie do jego pokoju. Już chciał zamykać drzwi, ale go zawołałam.- Horan!- On obrócił się z pytającą miną.- Dzięki za dzisiaj. Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie.- Wyrzuciłam z siebie. Wstałam i podeszłam do niego. Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek.

- Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie. Dobranoc powiedział.

- Dobranoc.- Zamknął drzwi, a ja wróciłam do łóżka. Ułożyłam się wygodnie i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Rozdział napisałam specjalnie dla Was. Chciałam Wam wynagrodzić, że tyle czasu czekaliście na poprzedni rozdział.
Jak wiecie, wczoraj nasz kochany Irlandczyk miał urodziny! Chciałam życzyć mu spóźnione wszystkiego najlepszego, dalszych sukcesów i aby się nie zmieniał. Już nie nastolatek, ale mężczyzna <3


niedziela, 8 września 2013

Rozdział 5

Za drzwiami stał mój ojciec! Po co on tu przylazł? I tak nie wrócę do domu. Wolę mieć szlaban, niż wrócić z własnej woli. W końcu z domu mogę wyjść oknem, a jeśli z nim wrócę, to będzie oznaka poddania się. Tego, że jestem słaba i nie umiem się mu postawić.

- Czego chcesz?- Pytanie retoryczne, ale co miałam powiedzieć.

- Wracasz ze mną do domu.- Oznajmił.

- Nigdzie nie idę.- Syknęłam.

- Nie dyskutuj ze mną. Albo pójdziesz dobrowolnie, albo zabiorę cię stąd siłą.- Zagroził.

- Nie zrobisz tego.- On sobie chyba ze mnie żartował. Nie miał prawa. 

- Chcesz się przekonać?

- Dobra, nie marnuj mojego domu i wracaj do domu.- Odpowiedziałam lekko wkurzona. Już chciałam zamknąć drzwi, kiedy on chwycił mnie za rękę i wyciągną na dwór.

- Powiedziałem, że idziesz ze mną.- Zaczął mnie ciągnąć w stronę bramki. 

- Puszczaj mnie!- Krzyczałam na całe gardło.

- Idziesz ze mną.- Powtórzył. 

Nagle już nie czułam uścisku na mojej ręce. Nie wiedziałam, co się dzieje. Może sobie odpuścił. Odwróciłam się na pięcie, a to, co zobaczyłam, było nie małym zaskoczeniem. Na ziemi leżał mój ojciec, a pewien blondyn przytrzymywał go.

- Nie słyszał pan? Jeśli nie chce iść, to nie pójdzie.- Powiedział chłopak.

- Nie wtrącaj się smarkaczu. Będę robił co mi się podoba.- Warknął.

Zamachnął się i uderzył w twarz swojego przeciwnika. Blondyn szybko się otrząsnął i oddał cios. Tak wybuchła między nimi bójka. Stałam i patrzyłam się na to otępiała. Po chwili doszło do mnie, że trzeba ich rozdzielić. Doskoczyłam do nich i odciągnęłam chłopaka od ojca. Nie stawiał oporów. Tato podniósł się z ziemi, otarł krew z twarzy i popatrzył się na nas.

- Tym razem masz szczęście. Jeszcze tu wrócę.- Skierował te słowa do mnie. Wzdrygnęłam się. 

- Niech pan nie będzie taki pewny.- Powiedział jeszcze blondyn.

Patrzyłam, jak mężczyzna zwany moim ojcem opuszcza posesję państwa Mill. Odetchnęłam z ulgą. Obróciłam się w stronę chłopaka. Miał tylko małe rozcięcie na wardze, z której powoli leciała krew. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale sięgnęłam ręką jego twarzy i opuszkiem palca, otarłam krew.

- Dziękuję.- Szepnęłam.

- Nie ma za co. Niall.- Podał mi rękę.

- Audrey.- Przedstawiłam się. Chwila, chwila. Czy to nie on dzisiaj do mnie dzwonił? Postanowiłam się tego dowiedzieć.- To ty dzwoniłeś dzisiaj do mnie.- Spytałam prosto z mostu.

- Yhm... Tak, to ja dzwoniłem. Przechodziłem tędy, mając nadzieję, że cię spotkam. Wczoraj byłaś tak wypita, że możesz mnie nie pamiętać.- Zaczął się tłumaczyć. Wpatrzyłam się w jego oczy. Były wyjątkowe. Takie błękitne. Utonęłam w nich. I nagle coś sobie przypominam.

- Czy to ty, wtedy wieczorem, pomogłeś mi i Cassie, kiedy próbowali nas...- Nie mogłam skończyć.

- Tak, to byłem ja. I mój kolega Harry. Dobrze, że akurat wtedy, tamtędy przechodziliśmy.- Powiedział.

- Tak... Za to też dziękuję. Może wejdziesz i opatrzę ci tą ranę?- Spytałam.

- Chętnie.- Odpowiedział.- Tylko jest jeden problem. Harry już tu idzie. Czy on też może wejść?

- Oczywiście. W końcu on też nam pomógł.- Stwierdziłam.

Weszłam z Niall'em do środka. Ściągnęliśmy buty w przedpokoju i weszliśmy do salonu. Na kanapie siedziała Cas, która była tak zajęta filmem, że nawet nie zauważyła, iż mamy gościa. Głośno chrząknęłam, co dopiero zwróciło jej uwagę. Widać, że była zdziwiona tą wizytą.

- Co on tu robi?- Zapytała brunetka. Nawet żadnego cześć nie powiedziała. Poziom kultury to ona ma na serio wysoki.

- Hmm, kiedy ty byłaś zajęta oglądaniem jakiegoś ciekawego filmu, przyszedł mój ojciec i próbował siłą zaciągnąć mnie do domu. Dziwne, że nic nie słyszałaś. No i wtedy pojawił się Niall, i mi pomógł. Więc zaprosiłam go do środka.- Wytłumaczyłam. 

- Aha. No, naprawdę dziwne, że nic nie słyszałam.- Powiedziała.

- Niall, to Cassie. Cassie, to jest Niall.- Przedstawiłam ich sobie.

- Cześć.- Pierwszy odezwał się blondyn. Na jego twarzy zagościł nieziemski uśmiech. Ogarnij się Audrey. O czym ty myślisz?!

- Hej.- Odpowiedziała obojętnie Cas i wróciła do oglądania. Jej zachowanie jest dziwne. Później z nią o tym pogadam.Pociągnęłam Niall'a w kierunku kuchni. Lepiej nie wchodzić jej teraz w drogę. 

- Chcesz coś do picia?- Spytałam, wyciągając wodę z lodówki.

- Woda może być. Odpowiedział. Podałam mu szklankę napełnioną wodą. Kiedy odłożyłam naczynie, po domu rozniósł się odgłos dzwonka.- To pewnie Harry.- Powiedział niebieskooki. Kiwnęłam głową i poszłam otworzyć drzwi, bo Cas pewnie nie ruszy dupy z kanapy.

- Hej. Wejdź. 

- Cześć. Jest tu Niall?

- Tak, jest.- Lokowaty ściągnął buty i weszliśmy do salonu. Tym razem Mills zauważyła nas od razu. Jej mina była przekomiczna. Próbowałam powstrzymać śmiech, ale mi nie wyszło. Wszyscy skierowali swoje spojrzenia na mnie. Wyglądali, jakbym jakąś zbrodnię popełniła.

- No co?- Spytałam, gdy w końcu się uspokoiłam.

- Nie, nic.- Odpowiedział Horan.

- Nie rozumiem was ludzie. Ale dobra, mniejsza z tym. Harry, to jest Cassie, Cassie to jest Harry.

- Super.- Powiedziała brunetka i udawała, że nas tu w ogóle nie ma. Styles popatrzył się na mnie dziwnie. Naprawdę nie wiem, o co chodzi tej dziewczynie chodzi. Może dalej wspomina tamtą akcję. Ja już się z ym oswoiłam.

- Siadajcie.- Oni spełnili moją prośbę.- Cas, możemy pogadać?- Postanowiłam zrobić to teraz. 

- Jeśli musisz, to spoko.- Powiedziała od niechcenia. Poszłyśmy do kuchni. Miałam nadzieję, że oni nie będą nas słyszeli, ale wszystko jest możliwe. Nerwy mogą mi szybko puścić.

- No dobra. Powiesz mi, co się z tobą dzieje? Zachowujesz się jak jakaś lalunia. 

- Och, a więc teraz jestem dla ciebie lalunią?

- Nie jesteś, ale tak zachowujesz się w tym momencie. Coś ci nie pasuje?

- Nie wszystko okej. Pomijając fakt, że sprowadzasz ich do mojego domu. Nie znam ich i nie wiem, czy nam czasem czegoś nie zrobią. Jeszcze twój ojciec. Przychodzi tutaj i robi awantury. Później moi rodzice będą mieli problem. On ma tu nie przychodzić.- Powiedziała. Tymi słowami mnie zraniła. 

- Może zamiast oceniać, najpierw ich poznaj. Nie wiesz, jacy są. A więc przeszkadza ci moja rodzina? To teraz będziesz miała spokój. Wychodzę.- Zdenerwowana wyszłam.

Słyszałam z tyłu nawoływanie Niall'a, ale jeszcze bardziej przyśpieszyłam. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Skierowałam swoje kroki nad jezioro. Zawsze tam szłam, kiedy byłam zła, czy smutna. Po chwili już tam byłam. Spojrzałam za siebie. Chyba udało mi się zgubić blondyna. Mam nadzieję, że mnie zrozumie i nie będzie zły. Usiadłam na swoje stałe miejsce, a z moich oczu poleciały długo powstrzymywane łzy. Nie mogłam się opanować. Znowu płaczę, chociaż obiecywałam sobie, że nie będę tego robiła. Jedyna osoba, w której miałam wsparcie, w końcu mi powiedziała, co myśli. Nigdy nie sądziłam, że coś takiego nastąpi. Nawet nie próbowałam się bronić, bo to i tak nie miałoby sensu. W sumie, to ona miała rację. Ale mogła to powiedzieć delikatniej. Nie oczekuję przeprosin. Chociaż wybiegając z jej domu, miałam nadzieję, że pobiegnie za mną. Niestety tak nie było. Jedyną osobą, która zareagowała, był Horan. Nawet go nie znam. Ale nie zgadzam się ze słowami Cassie. Nie wyglądają na kogoś, kto miałby złe intencje. To moje zdanie. Co prawda, nie powinnam ich zapraszać, bo nie byłam u siebie. Trudno, stało się. Ona powinna się trochę wyluzować. Ostatnio robi to tylko, kiedy coś wypije. No nic. Jej sprawa.

Rzucałam kamienie do wody, a łzy dalej spływały po moich policzkach. Wokół mnie panowała cisza. Słychać było tylko mój cichy szloch.

- Audrey.- Usłyszałam. Obróciłam się i zauważyłam...


Wiem, rozdział beznadziejny. Wena mnie opuściła. Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział. Może go w ogóle nie będzie. No nic, to do zobaczenia.
Jak coś to piszcie na gg: 48270195 lub pytajcie na askuhttp://ask.fm/NiallMyLovee69

niedziela, 25 sierpnia 2013

Informacja

Jest pewna sprawa... Nie wiem czy jest sens kontynuowania tego opowiadania. Kocham to robić, ale chyba to był błąd, żeby zakładać tego bloga. Co prawda widzę, że ktoś tu zagląda, ale nikt tego nie komentuje, więc nie wiem, czy komuś się podoba to, co piszę, czy może coś by zmienił. Byłabym szczęśliwa, gdyby pod postami pojawiały się co najmniej 3 komentarze. Wiedziałabym, że jest sens. No nic, zobaczymy, czy coś się poprawi. Jeśli nie, to skończę z pisaniem tutaj. Co prawda będzie mi ciężko, ale się do tego przyzwyczaję. I jeszcze gdybyście mogli dodawać się do obserwatorów. Byłabym wniebowzięta.

Kolejny rozdział, piąty już, powinien pojawić się za niedługo. Jeśli ma ktoś ochotę to może pisać na GG: 48270195 lub pytać na asku: http://ask.fm/NiallMyLovee69

No to chyba na tyle. Dziękuję za uwagę :P. Do zobaczenia! :)

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 4

    Znów ten potworny ból. Moja głowa. Za każdym razem powtarzam sobie, że nie będę tyle piła, ale i tak robię swoje. Rzucam się w wir zabawy i zapominam o swoich postanowieniach. No trudno. Warto było. Jest tylko jeden minus. Film mi się urwał. Pamiętam, że poszłyśmy do miasta, po jakąś wódkę. Cassie poszła kupić, a ja zostałam na dworze i patrzyłam się w gwiazdy. Zaczęłyśmy pić i to koniec tego, co pamiętam z wczoraj. Mam nadzieję, że nie zrobiłyśmy żadnych głupstw. Znając nas, jest to bardzo możliwe. 
       
         Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym przebywałam. Z początku nie wiedziałam, co robię w salonie Cas, ale sobie przypomniałam, że jej rodzice wyjechali i na ten czas będę tu tak jakby " mieszkała". Tak bardzo nie chciało mi się wstawać, ale w końcu trzabyło coś ze sobą zrobić. Skierowałam się do kuchni. Wzięłam aspirynę i popiłam to dużą szklanką wody. Mam nadzieję, że szybko zadziała. Postanowiłam nie budzić na razie Cassie, tylko wziąć prysznic. Ze swojej torby wyciągnęłam spodnie dresowe i bokserkę. Ściągnęłam wczorajsze ciuchy, bo oczywiście byłam tak wstawiona, że nawet się nie przebrałam. Woda ukoiła mój ból głowy. Po 30 minutach wyszłam z łazienki. Mills już nie spała. Była w kuchni i łykała akurat aspirynę. W końcu ona też się wczoraj nieźle wstawiła. 

- Hej.- Powiedziałam zmęczonym głosem.

- Cześć.- Odpowiedziała.

- A tobie na czym się film urwał?- Zapytałam, mając nadzieję, że pamięta więcej ode mnie.

- Hmm, niech pomyślę. Na tym, że piłyśmy wódkę pod sklepem. Więcej nic.- No i moje nadzieje zgasły. 

- No to super. Ja też pamiętam tyle. Mam nadzieję, że nic głupiego się nie stało.

- No ja też. Przypały po pijaku nam się często zdarzają.- Popatrzyła się na mnie.- Ty już wzięłaś prysznic nawet?

- No tak. Teraz twoja kolej.- Zatkałam nos, udając, że śmierdzi. 

- O, widzę, że komuś nie odpowiada mój zapach.- Zaśmiała się.

- I to bardzo.- Dopowiedziałam.

- Ty dziadu!- Krzyknęła. Ja się tylko zaczęłam śmiać.- No dobra, idę.- I zniknęła za drzwiami łazienki.

         Za ten czas postanowiłam zrobić coś na śniadanie. Popatrzyłam się, co jest w lodówce i postanowiłam zrobić jajecznicę. Poszło sprawnie. Kiedy po 20 minutach Cas wyszła z łazienki, wszystko było już gotowe. Zjadłyśmy wszystko ze smakiem. Myślałyśmy, co by tu dzisiaj robić. Wtedy zadzwonił mój telefon. Oczywiście nie wiedziałam, gdzie go wsadziłam i szukałam go jak oszalała po całym mieszkaniu. Pewnie wyglądałam jak idiotka. W końcu znalazłam go na kanapie. Zerknęłam na wyświetlacz. Dzwonił nieznany numer. Postanowiłam odebrać.

~ Halo?- Powiedziałam.

~ Audrey?- Spytał męski głos po drugiej stronie.

~ Tak, a ty kto?- Spytałam.

~ Niall.- Odpowiedział.

~ Jaki Niall do cholery?

~ Już nie pamiętasz? Wczoraj odprowadziliśmy was do domu. 

~ Weź się koleś odwal, bo nie przypominam sobie, żeby ktoś mnie odprowadzał.- I się rozłączyłam.

         Co to niby miało być? Dzwoni jakiś obcy koleś, nie wiem skąd ma mój numer i twierdzi, że wczoraj odprowadził mnie do domu. Ten świat jest dziwny. W sumie to nie wiem, co działo się ze mną w drodze do domu. W końcu urwał mi się film. Może on mówił prawdę? Nie. W to akurat jest trudno uwierzyć. Nigdy nie byłam chętna do zapoznawania się z ludźmi. Nawet po pijaku. Tego nie da rady nikt, ani nic we mnie zmienić. Na prawdę dziwna sytuacja. 

- Kto dzwonił?- Zapytała ciekawa Cas.

- Jakiś koleś, Niall się nazywał i mówi, że wczoraj odprowadził nas do domu. Czaisz to? Bo mi trudno w to uwierzyć.- Powiedziałam. 

- No na serio dziwne. Ja nie przypominam sobie nikogo. A na pewno nie jakiegoś chłopaka.

- Ja też nie. Mam kompletną pustkę w głowie. A z drugiej strony, skąd on ma mój numer?- I to mnie właśnie ciekawiło.

- No to właśnie jest zastanawiające. Bo skąd miałby go mieć? No i znał też twoje imię.

- Ech, może rzeczywiście nas odprowadził. Na razie wszystko na to wskazuje.- Stwierdziłam.

- Jak zadzwoni następnym razem, masz go przeprosić.- Rozkazała mi.

- O ile mi się zachce.- Powiedziałam cicho, żeby nie usłyszała.

- Co powiedziałaś?

- Nic, nic. 

        Włączyłyśmy telewizor i rozsiadłyśmy się na kanapie. Leciał jakiś nudny film dokumentalny. Nie wiem co Cassie widziała w tym interesującego, ale zapatrzyła się w ten telewizor jak nie wiem w co. Mnie to w ogóle nie pociągnęło. Patrzyłam się tępo w ekran. Nadszedł czas poważnie zastanowić się nas swoim życiem. Mam 17 lat. Nie dogaduję się wcale ze swoją rodziną. Ojciec chce, aby wszystko było po jego myśli. Rozkazuje wszystkim i rozstawia po kontach. Matka się go słucha jak głupia. Nigdy się nie broniła. Kiedyś też byłam szarą myszką, ale z wiekiem to odeszło. Teraz nie pozwolę sobą rządzić. Każdy człowiek powinien mieć własne zdanie. I ja zawszę staram się wszystkich wysłuchać. Elly jeszcze siedzi cicho. Widzę po niej, że czasami ma ochotę powiedzieć coś ojcu, ale się powstrzymuje. Nie wiem czemu. Powinna mu powiedzieć, co o nim sądzi. Jeszcze się zbiera w sobie. Kiedyś to nastąpi. Chciałabym wtedy zobaczyć jego minę. Może i dzięki niemu się urodziłam, ale nie darzę go dużym szacunkiem. Gdy najbardziej go potrzebowałam, on wychodził z kumplami to pubu, a gdy wracał, był tak pijany, że nawet nie potrafił powiedzieć jednego słowa normalnie. Podejrzewam, że wtedy właśnie bił mamę. Może i byłam mała, ale dziecko pamięta najbardziej. Te wszystkie podłości. A ja jestem szczególnie pamiętliwa. Przez to wszystko zaczęłam imprezować, upijać się, czasami nawet do nieprzytomności. Wiem, że to przegięcie, ale to pomaga mi zapomnieć. Wolę picie niż ćpanie. Piję często, ale alkoholiczką nie jestem. Na swoją urodę narzekać nie mogę, bo nie raz zawiśnie na mnie oko jakiegoś faceta. Staram się nie zwracać na to uwagi, ale czasem tak mnie to irytuje, że pokazuje im mój  środkowy palec. Oni tylko patrzą się na mnie jak na wariatkę i idą dalej. Przyciągam wyglądem, ale odtrącam charakterem. Kiedyś miałam dużo przyjaciół. Później się zmieniłam  wszyscy opuścili mnie. Została tylko Cassie. Wiem, że staczam się na dno i ciągnę ją ze sobą. Naprawdę tego nie chcę, bo Cas to dobra dziewczyna i powinna mieć normalne życie. Gdyby nie ja, to pewnie dawno miałaby jakiegoś chłopaka. Uczyłaby się lepiej. Nie raz chciałam jej powiedzieć, żeby nie szła tą drogą, którą ja idę, ale bałam się. Cholernie się bałam tego, że zostanę sama. Samotność to jedyna rzecz, która mnie tak bardzo przeraża. Gdybym była sama, to popadłabym w jakąś chorobę. Mills jest mądra i mam nadzieję, że gdy ja będę się staczała jeszcze bardziej, ona przejrzy na oczy i pójdzie swoją drogą. Mimo tego, że nie chcę być sama, to nie chcę też, aby ona marnowała sobie życie przez to. Ująć jednym słowem moje życie. Bardzo łatwe zadanie. Odpowiedź jest prosta. Piekło. Tylko to przychodzi mi do głowy. Jest we mnie cichutka nadzieja, że pojawi się ktoś, kto wskaże mi tą dobrą drogę.  Tylko że ja nie dopuszczam do siebie obcych. Mam jakąś blokadę co do tego. Sama nie potrafię tego wytłumaczyć. W moim życiu miałam tylko dwie bliskie mi osoby. Cassie i Robin. Robin to mój były. Byliśmy ze sobą rok temu. Znaliśmy się od podstawówki. Kochałam się w nim potajemnie. Opisywałam to wszystko w swoim pamiętniku. Pisałam go aż do 16 roku życia. Kiedyś przez przypadek, pomyliłam go z zeszytem do biologi, bo mają podobne okładki i dałam go Robinowi. Chciał przepisać notatki. Tak się stało, że kiedy chciał przepisywać notatki, otworzył na wpisie, który był poświęcony jemu.

"Drogi pamiętniku,
to już zabija mnie od środka. Codziennie muszę patrzeć się na niego. Jest wręcz idealny. Blond włosy idealnie pasują do niebieskich oczu. Małe usta wręcz nadają się do całowania ich. To mój ideał chłopaka. Szkoda tylko, że nie zwraca uwagi na mnie. Ile bym dała, żeby chociaż raz zagadał do mnie, a nie do tych pustych małp. Nie wiem, co on w nich widzi. Mają przecież kilo tapety na twarzy. Tak, wiem, jestem zazdrosna. Może ja też nie jestem idealna, ale chciałabym, żeby zwrócił na mnie uwagę. Już ja bym wykorzystała tą szansę. To tylko moje marzenia. Kiedyś może zdarzy się ten cud. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Kocham Cię Robin~ Audrey xx"

       Godzinę później, on już stał pod moimi drzwiami. Zbladłam, kiedy zobaczyłam, że zamiast zeszytu od biologi, trzyma mój pamiętnik. " A co jeśli przeczytał to wszystko?" Ta jedna myśl ciągle chodziła mi wtedy po głowie. Miałam oczy jak spodki. O nic nie mówił, tylko przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Bez słowa podał mi moją własność. Kiedy myślałam, że odwróci się bez słowa i złamie moje serce na pół, on zrobił coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie i pocałował. Wszystkie wnętrzności mi się poprzewracały. Jego usta na moich. To niezapomniane uczucie. Oderwaliśmy się od siebie, a on szepnął mi do ucha " Też Cię kocham." i odszedł bez słowa. Zakryłam dłonią moje usta i zjechałam na dół po ścianie. Siedziałam tak przez jakiś czas. Nie mogłam się otrząsnąć z tego stanu. Tysiąc myśli na raz krążyło mi po głowie. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to wszystko było na nic. Miesiąc później rzucił mnie przy swoich znajomych, twierdząc, że nie jestem dla niego odpowiednia. Moje serce momentalnie pękło na pół. Oczy się zaszkliły. Popatrzyłam się na niego i szepnęłam nieme "Dlaczego?". On tylko zaczął się śmiać. Uciekłam stamtąd z płaczem. Od tego momentu tak łatwo nie wierzyłam ludziom. Stałam się też pośmiewiskiem w szkole. Zmieniłam się diametralnie. Nikt mnie nie poznawał. Byłam z tego powodu zadowolona. Ta historia w dużym stopniu przyczyniła się do powstania nowej Audrey. Szczerze mówiąc, nie żałuję żadnej z moich decyzji. Jestem zadowolona z mojego ja. Wtedy właśnie zbliżyłam się tak bardzo z Cassie. 

       Przerwałam moje rozmyślania, bo to już było za dużo. Nie zauważyłam nawet, że ten durny film się skończył. Postanowiłyśmy z Cas przejrzeć nowości. Otworzyłyśmy różne strony w internecie i czytałyśmy o wszystkim. Ciekawych rzeczy się dowiedziałam. Kiedy Mills czytała jakiś artykuł, ja poszłam zrobić nam popcorn. Wyciągnęłam go z szafki i wsadziłam do mikrofalówki. 5 minut później był już gotowy. Przesypałam go do dwóch dużych misek i ruszyłam do salonu. Postanowiłyśmy obejrzeć jakiś dobry horror. Zasłoniłam okna, żeby było ciemno i rozsiadłam się wygodnie. Cassie miała nacisnąć replay, kiedy przerwał jej dzwonek do drzwi. Ale się wystraszyłam. Ciekawe kto to. Padło na mnie, że to ja mam otworzyć drzwi. Wstałam powoli i skierowałam się w stronę wyjścia. Po otworzeniu ich przeżyłam szok. Nie spodziewałam się tego. Myślałam, że to tylko sen, ale kiedy uszczypnęłam się w ramię, okazało się, że to rzeczywistość. Za drzwiami...


No i w końcu pojawił się rozdział 4. Jeśli to czytasz, to pozostaw po sobie jakiś komentarz. Będę wiedziała, że ktoś to czyta. No i jeszcze raz dziękuję za tą nominację :* Do zobaczenia! :D

Liebster Awards

Zostałam nominowana przez: http://love-1d-4-ever.blogspot.com
Bardzo za to dziękuję, bo się tego nie spodziewałam :*

Odpowiedzi:

1. Jak masz na imię?
Odp. Kasia :D

2. Ulubiony kolor, film, potrawa, piosenka, miesiąc, pora roku?
Odp. Fioletowy, "Duże dzieci", nie mam ulubionej, lipiec, lato. <3

3. Ile masz lat?
Odp. 14 :)

4. Za co kochasz/ lubisz 1D?
Odp. Kocham ich za to, że mimo tak wielkiej sławy, nie zachowują się jak jakieś gwiazdunie, tylko są sobą. Dążą do celu, który sobie wytyczyli. Za ich muzykę. 

5. Możesz zabrać 4 rzeczy na bezludną wyspę. Co weźmiesz? 
Odp. Hmm, wzięłabym telefon, jedzenie, picie i znajomych :D

6. Z jakiego województwa jesteś?
Odp. Opolskiego ;)

7. Byłaś na jakimś koncercie? Kogo? ;pp
Odp. Miesiąc temu byłam na koncercie Iry i Lemona <3

8. Kiedy się urodziłaś? 
Odp. 05. 07. 1999 r. :p

9. Masz jakieś zwierzę? Jakie?
Odp. Mam psa i dwa koty :)

10. Masz rodzeństwo?
Odp. Tak, dwóch braci.

11. Co robisz w wolnym czasie?
Odp. Najczęściej spotykam się ze znajomymi :D


Blogi, które ja nominowałam:


Pytania zadane przeze mnie, na które musicie odpowiedzieć na waszych blogach: 
1. Którego z członków 1D lubisz najbardziej?
2. Ile masz blogów?
4. Ile masz lat?
5. Jak się nazywasz?
6. Ulubiona piosenka 1D?
7. Ulubiony kolor?
8. Ulubiony film?
9. Za co lubisz 1D?
10. Masz rodzeństwo? 


Jeszcze raz dziękuję za nominowanie mnie <3


czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 3

         Stanęłam jak wryta, nie wiedząc, czy uciekać, czy się gdzieś chować. Cassie ich chyba nie zauważyła, bo dalej szła w kierunku wejścia do sklepu. Zatrzymała się dopiero, kiedy mocno złapałam ją za rękę.

- O co ci chodzi Audrey?- Spytała, patrząc się na mnie jak na ufo. Ja nie odpowiadałam, bo tak jakby odjęło mi mowę.- Powie...- Nie zdążyła skończyć, ponieważ zobaczyła to, co ja. Jednak obie nie byłyśmy przygotowane na to spotkanie. 

          Przy kasie stało tych dwóch chłopaków, którzy nam wczoraj pomogli. Płacili chyba za jakieś ubrania. Obie patrzyłyśmy się na nich, nie wiedząc co robić. W końcu zareagowałam instynktownie i ciągnąc Cas za rękę, schowałyśmy się za jakąś palmą. Chwilę później nieznajomi opuścili sklep i przeszli koło nas, nie zauważając nas. Odetchnęłyśmy z ulgą i kiedy byłyśmy pewne, że już nas nie zobaczą, wyszłyśmy z ukrycia. Ludzie, którzy wszystko widzieli, patrzyli się na nas jak na jakieś debilki. Posłałam wszystkim "zabójcze" spojrzenie i poszłyśmy dalej. Nie będą się przecież na nas tak gapili. Nie lubię, gdy jestem w centrum uwagi. Jestem zbyt nieśmiała, chociaż, gdy coś wypiję, staję się bardziej odważna. Chyba każdy tak ma.Ci, co mnie znają, próbują wtedy wyciągnąć ze mnie rzeczy, których nigdy bym im nie powiedziała na trzeźwo. Najczęściej się im udaje, ale próbuję to kontrolować. Nie mogę przecież rozgadywać swoich tajemnic komu tylko się zachce o tym usłyszeć. Wszystkie moje sekrety zna Cassie. I niech tak zostanie.
  
         Pochodziłyśmy jeszcze po różnych sklepach i zeszło nam tak ze dwie godziny. Przynajmniej czas nam szybko zleciał. Były tylko dwa minusy tego wypadu. Spotkaliśmy ich, stchórzyłyśmy i uciekłyśmy jakby się paliło. No i później cały czas się rozglądałyśmy, czy czasem nie ma ich gdzieś w pobliżu. Jakbyśmy schizę jakąś miały. Czułam się cały czas obserwowana. Ale nie będę przecież brała tego na poważnie. Przecież każdy mógł zatrzymać na mnie wzrok, aby popatrzeć. Przynajmniej mam taką nadzieję. 

         Jakiś czas później, stałyśmy już pod domem Cas. Weszłam z nią na chwilę, aby się czegoś napić. Strasznie mnie suszyło. Ściągnęłyśmy buty w przedpokoju i skierowałyśmy się do kuchni. Tam zastałyśmy kartkę. 

          " Cassie,
            Razem z ojcem postanowiliśmy pojechać na kilka dni na wieś do babci. To był taki                               spontaniczny wyjazd. Postanowiliśmy nie brać cię ze sobą, bo i tak byś się tam nudziła.                         Audrey może u nas nocować, dopóki nie wrócimy. Oczywiście jeśli rodzice jej pozwolą. No i                mamy dwie prośby. Żadnych imprez i uważajcie na siebie.                                                                    
           Kochamy Cię,
             Mama i tata." 

        Po przeczytaniu tego, wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia i zaczęłyśmy skakać, i śmiać się z radości. Cała chata dla nas. A co to oznacza? Alkohol, filmy i popcorn. To jest to, co lubimy. Kiedy się w końcu uspokoiłyśmy, ubrałyśmy buty i poszłyśmy do mnie do domu. I tak nie zamierzam się pytać rodziców o zdanie. Chcę nocować u Cas, to będę tam nocowała. 

        Weszłam do domu, z typowym dla mnie hałasem. Ściągnęłam buty i nawet nie mówiąc cześć, weszłam po schodach do mojego pokoju. Cassie weszła zaraz za mną. Spakowałyśmy kilka ciuchów i piżamę dla mnie. Wzięłam kosmetyczkę i zeszłyśmy na dół. Kiedy już chciałam zakładać buty, z kuchni dobiegł mnie głos ojca.

- Audrey, przyjdź na chwilę do kuchni.- Powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. 

- Spadaj.- Mruknęłam cicho, żeby on nie mógł tego usłyszeć. Cas zaczęła cicho chichotać. Uśmiechnęłam się do niej i weszłam do kuchni.- Co?- Spytałam.

- Może trochę grzeczniej młoda damo.- Zwrócił mi uwagę. 

- Czego sobie życzysz tatusiu?- Moje słowa przesiąkał sarkazm.

- Dokąd to się wybierasz?

- Do Cassie na kilka dni. A co?

- Spytałaś się mnie chociaż o zdanie?- Co za bezsensowne pytania on zadaje. 

- Nie. No więc mogę iść?

- Hmm, niech to ja się zastanowię. Nie, nie możesz.- Powiedział chytrze.

- Dlaczego?- Spytałam z wyrzutem.

- Bo dzisiaj zachowałaś się chamsko wobec mnie i mamy.

- Bo mnie do tego zmusiliście?- Odpowiedziałam pytaniem.

- Pożegnaj się z Cassie i idź na górę do swojego pokoju.- Powiedział.

- Z nikim się nie będę żegnała i jedynym miejscem, w które pójdę, to będzie dom Cassie. A teraz cię żegnam drogi ojcze, bo mi czasu szkoda.- Odpowiedziałam i wyszłam z kuchni. Ubrałam szybko buty i opuściłyśmy mój dom. Słyszałam za sobą tylko krzyki ojca, który kazał mi się wrócić do domu. I tak bym go nie posłuchała. 

       Chwilę potem byłyśmy już w domu państwa Mill. Zaniosłam swoje rzeczy do pokoju mojej przyjaciółki i poszłam do kuchni, gdzie ona przygotowywała popcorn. Nie tracąc czasu, poszłam wybrać jakiś film. Postanowiłam, że obejrzymy jakąś komedię. Włożyłam płytę do odtwarzacza i zaczęłyśmy oglądać. Oczywiście nie zabrakło jeszcze piwa. W tym domu zawsze były jakieś zapasy. Nie to, co u mnie. Film leciał, a my dalej piłyśmy. Pod koniec już byłyśmy, tak pijane, że gadałyśmy głupoty.

- Ej! Mill! Dawaj idziemy na miasto po jakąś wódkę.- Powiedziałam, przekręcając trochę słowa.
     
- O! Dobry pomysł Bones.- Odpowiedziała

- To dawaj, zbieraj się.- Wstałyśmy trochę chwiejnie z kanapy, ale zaraz złapałyśmy równowagę. Ubrałyśmy się i wyszłyśmy z domu, zamykając drzwi na klucz. 

       Ruszyłyśmy w kierunku miasta, cały czas się z czegoś śmiejąc. Ludzie, którzy jeszcze szli ulicami Londynu, patrzyli się na nas jak na niedorozwinięte. My się tylko na nich patrzyłyśmy i zaraz na nowo wybuchałyśmy śmiechem. Wszystko wydawało się takie śmieszne. Pod sklepem, w którym na pewno sprzedadzą nam alkohol, musiałyśmy się trochę otrząsnąć. Znaczy Cassie, bo to ona musiała iść to kupić. Ja wyglądałam młodziej, niż inni moi rówieśnicy, dlatego Cas przypadło kupować. Ja postanowiłam zostać na zewnątrz, żeby przypadkiem nie zacząć śmiać się ze sprzedawcy. Po mnie można się tego spodziewać. Usiadłam na ławce i patrzyłam się w gwiazdy. Niebo było dzisiaj tak czyste, że widać było każdą gwiazdę. Uwielbiałam tak siedzieć. Kiedyś codziennie tak robiłam. Wtedy miałam całkiem inne życie. Było o wiele lepsze. Teraz to koszmar. Dlatego też postanowiłam przestać to robić. To należy do mojego dawnego życia. Teraz mam inne przyzwyczajenia i dobrze mi z tym. Kiedyś byłam potulnym dzieckiem, ale kiedy pewne rzeczy wyszły na jaw, postanowiłam się zmienić. Pod niektórymi względami żałuję tego, ale są i takie, które wskazują na to, że dobrze zrobiłam. Wiem, że niektóre osoby ucierpiały na tej mojej zmianie, ale nie powinnam się nimi przejmować. Nowa Audrey przejmuje się tylko naprawdę bliskimi jej ludźmi. Inni są mi obojętni. Odpłacam się im. Jak to mówią, ludzie uczą się na błędach. A ja ich w swoim życiu trochę popełniłam. Niestety. Tak to jest. Nie zamierzam ich już popełnić i to jest najważniejsze. Tylko Cassie zna powód tej zmiany. Od razu zaakceptowała mnie taką, jaką się stałam. Z innymi już było trochę gorzej. Ale to już ich problem. Wyciszyłam swój umysł i patrzyłam jak gwiazdy pięknie świecą. Nigdy nie chcę zapomnieć tego widoku. Może kiedyś mój książę na białym koniu, będzie oglądał je ze mną. Kto wie? Może zostanę starą panną z czterema kotami? No bo kto może mnie chcieć. Jestem strasznie wredna i uparta. A może będzie to ktoś, kto podejmie się wyzwania i przywróci do życia starą Audrey? Musiałby być to ktoś wyjątkowy, dla którego warto byłoby się zmienić. A jak wiemy, na świecie mało już takich ludzi. Zobaczymy co czas przyniesie. Może będzie tak łaskawy i szybko zabierze mnie z tego świata? Czasami naprawdę odechciewa mi się żyć. Niechętnie mi to przyznać, ale jestem tchórzem. Tak, jestem tchórzem. Jednocześnie boję się śmierci, ale też czekam na nią. Ona byłaby moim zbawieniem. Nie musiałabym znosić tych wszystkich męczarni. Tak, w tej chwili to jest kusząca propozycja. Ale i tak nic sobie nie zrobię. To nie na moje nerwy.

     Siedziałam dalej, a za chwilę pojawiła się Cas. Miała dwie butelki. Siadła koło mnie i nic nie mówiąc podała mi jedną z nich. Otworzyłam i pociągnęłam spory łyk. Zaczęło mnie palić w gardle, dlatego sięgnęłam po butelkę coli. Siedziałyśmy w ciszy i patrzyłyśmy się w niebo. Uwielbiałam tak siedzieć w milczeniu. Z Mills to było możliwe. Ona rozumiała moją potrzebę milczenia. Nie każdy to pojmował. I tak szły łyki za łykami, aż w końcu poczułam, że już jestem dostatecznie upita. Zabrałyśmy swoje manatki i powoli, żeby się nie wywrócić, ruszyłyśmy w drogę powrotną. Znowu nam odbiło i zaczęłyśmy się śmiać ze wszystkiego. Nawet z byle jakiego drzewa. Uwielbiałam ten stan. Mieć wszystko gdzieś i nie pamiętać tych wszystkich złych rzeczy. Naszą uwagę przykuł jakiś pies i zaczęłyśmy iść tyłem. Śmiejąc się, w tej samej chwili, zderzyłyśmy się z kimś. Wybuchłyśmy jeszcze większym śmiechem i odwróciłyśmy głowy. No i w jednej chwili całe rozbawienie gdzieś się ulotniło. Bo oto przed nami stali dwaj nieznajomi. No to wpadłyśmy.

- Spójrz Niall, kogo my tu mamy?- Powiedział chłopak, który miał na głowie coś, przypominającego zdechłego mopsa.

- A, no tak. Wczoraj im pomogliśmy, a one uciekły bez słowa podziękowania.- Odpowiedział mu blondyn. Postanowiłam się wciąć.

- No sory chłopaki, ale wiecie. Szok i wogóle. No i jeśli tak bardzo chcecie podziękowania, no to dziękuję wam za pomoc. Bez was to nawet nie chcę mówić, co by się stało. Więc jeszcze raz dzięki.- Powiedziałam.

- Nie ma za co. No to co Harry. Odprowadzimy je, bo jednak nie chcemy, żeby się im coś stało.

- No okej, a co nam szkodzi. No to więc tak, ja jestem Harry, a to jest Niall.- Powiedział, wskazując najpierw na siebie, a później na blondyna.

- Ja jestem Audrey, a to jest Cassie. No i nie musicie nas odprowadzać.

- Ale my z chęcią to zrobimy.- Powiedział Niall.

      My się już nie sprzeciwiałyśmy i ruszyliśmy czwórką w stronę domu rodziny Mills. Nawet miło nam się rozmawiało. Co prawda, czułam się trochę niezręcznie, ale to z czasem przejdzie. Droga minęła nam szybko. Chłopcy odprowadzili nas pod same drzwi i zostawili nam swoje numery telefonów. Obiecałyśmy im, że zadzwonimy i się pożegnaliśmy. Byłam tak zmęczona, że nawet nie wchodziłam na górę, tylko walnęłam się na kanapę w samych butach. Chwila, moment i już odpłynęłam w krainę Morfeusza z uśmiechem na ustach, którego już nie było od dłuższego czasu. 


No i pojawił się 3 rozdział. Pisany dzisiaj przez 2 godziny. Wiem, wyszedł taki bez sensu, ale co się dziwić. No to do następnego! ;33