niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 11

"Byłam w domu Niall'a. Pierwszą myślą było to, co ja tu robię. Podniosłam się do pozycji siedzącej i się rozejrzałam. Nie było nikogo oprócz mnie. Coś mnie zabolało w brzuchu i odruchowo się za niego złapałam. Poczułam, że jest jakiś... duży? Szybko odrzuciłam kołdrę na bok i spostrzegłam że... jestem w ciąży?! Co się dzieje? W szybkim tempie znalazłam się w łazience i przejrzałam się w lustrze. Byłam starsza. Miałam może z 23 lata. Delikatnie obadałam mój brzuch i stwierdziłam, że jestem gdzieś w 6 miesiącu ciąży. Ciąża? Z kim? Wtedy do drzwi łazienki otworzyły się i spostrzegłam w nich Niall'a. Wszystko stało się jasne. Byłam z nim w ciąży. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i upadłam. Usłyszałam tylko, jak Niall krzyczy do mnie, co się dzieje. 
Obudziłam się w szpitalu. Przetarłam oczy, pozbywając się resztek snu. Wtedy wszystko do mnie wróciło. Podniosłam kołdrę i... mój brzuch był płaski. Jak to? Odwróciłam głowę w bok i ujrzałam siedzącego koło mnie Niall'a. Był cały zapłakany. 

~ Co się stało?- Zapytałam słabym głosem.
~ My.. my straciliśmy je. Straciliśmy nasze dziecko, Audrey!

Kiedy dotarła do mnie ta informacja rozpłakałam się i nie umiałam przestać. Moje... Nasze dziecko nie żyje. Jak to się mogło stać? Poczułam uścisk ze strony blondyna i rozpłakałam się jeszcze bardziej. To nie mogło się stać! Nie!"

Nagle się przebudziłam. Usiadłam i zakryłam twarz. Była mokra od łez. Wytarłam je i odchyliłam kołdrę. Mój brzuch był taki jak zwykle. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i stwierdziłam, że znajduję się w swoim pokoju. To tylko zły sen Audrey. Powtarzałam sobie te słowa w kółko aż w nie uwierzyłam. Kiedy się uspokoiłam, poszłam do łazienki. Stanęłam nad umywalką i przemyłam sobie twarz. Popatrzyłam się w lustro i stwierdziłam że wyglądam jak upiór. Postanowiłam wziąć ciepłą kąpiel. Nalałam wody i weszłam do wanny. Ułożyłam się wygodnie i się odprężyłam. Tego właśnie było mi potrzeba. 


~ Dwie godziny później~

Po ciepłej kąpieli, postanowiłam przeglądnąć internet. Zalogowałam się na facebook'a. Przeglądnęłam aktualności, polajkowałam parę zdjęć itd. Kiedy miałam się wylogować, przyszła mi wiadomość. Jej nadawcą był Niall. 

~ Rozmowa Audrey i Niall'a~

Niall: Hej ;*
Ja: Hej ;*
N: Co tam? :)
J: Nuuudzę się ;c A tam?
N: Też się nudzę ;c Może wpadniesz do mnie? Przyjdą chłopaki z dziewczynami, no i możesz wziąć Cassie. Harry pewnie się ucieszy ^^
J: Pewnie! Świetny pomysł :) Kiedy mamy przyjść?
N: No tak za godzinkę :)
J: Okey :) To do później ;*
N: Pa ;*

~ Koniec rozmowy~

Wyłączyłam laptopa i od razu wzięłam do ręki telefon, aby zadzwonić do Cassie. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i w końcu rozległ się jej szczęśliwy głos w słuchawce. Poinformowałam ją o wszystkim w 5 sekund, ale ona niczego nie zrozumiała i musiałam powtarzać jeszcze raz. Kiedy już mnie zrozumiała, także ucieszyła się z tej propozycji i postanowiłyśmy iść. Rozłączyłam się i stanęłam przed szafą. Jak zwykle nie umiałam dobrać ciuchów. Po jakimś czasie padło na czarne leginsy, białą bokserkę i czerwoną bejsbolówkę. Gdy byłam już ubrana, poszłam do łazienki umyć zęby i zrobić coś z włosami. Postanowiłam, że tym razem zostawię je rozpuszczone. Ułożyłam tylko grzywkę i byłam gotowa. Zostało mi 5 minut, aby znaleźć się u Cas. Ubrałam vansy, zabrałam telefon oraz klucze i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni oznajmić mamie gdzie idę, ale wchodząc zobaczyłam ojca i postanowiłam iść bez słowa. Tak jak zawsze trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Droga minęła mi szybko i zaraz szłam razem z Cassie w kierunku domu Niall'a. 

Po drodze niespodziewanie natknęłyśmy się na najgorszego gościa w tym mieście. Justina Biebera. Ugh... mam go po prostu dość. Przez tą sytuację nad jeziorem jest u mnie na czarnej liście. Kiedy spostrzegł, że mu się przyglądam, na jego ustach zagościł cwaniacki uśmiech i zagwizdał na mnie. Skwitowałam to tylko środkowym palcem i poszłyśmy dalej. Słychać było jego śmiech. Ciekawe co go tak rozbawiło. Cas tylko zaczęła się ze mnie śmiać. Chwilę później dotarłyśmy do Niall'a.

Drzwi otworzył nam Harry. Kiedy zobaczył Cassie, od razu się rozpromienił. Pomyślałam, że między tą dwójką coś musi być, ale jak na razie nie wypytywałam o to mojej przyjaciółki. Widząc, że nie mam szans na przywitanie się z lokowatym, minęłam ich i weszłam do salonu. Okazało się, że dotarłyśmy jako ostatnie. Przywitałam się ze wszystkimi, poczynając od Zayn'a i kończąc na Niall'u. Z tym przytulałam się najdłużej. Dziewczyny od razu zaczęły mnie zagadywać a chłopaki zabrali się za wybieranie filmu i robieniu zapasów. Tak, alkoholowych. Rozmawiałyśmy o tym, że są oni bardzo zgraną ekipą. Widać, że łączyła ich duża więź. Też chciałabym mieć tyle osób, na których mogłabym polegać. Jak na razie jest tylko Cassie, no i także Niall. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy przez ten czas naszej znajomości. Kiedy wszystko było już gotowe, zaczęliśmy oglądać jakiś horror. Pierre, Eleanor, Louis i Zayn zajmowali kanapę. Harry i Cassie siedzieli na fotelu a drugi zajmował Liam i Sophie. Mi i Niall'owi niestety przypadła podłoga. Oparłam się o blondyna a on objął mnie ramieniem. Wszyscy popijali piwo. My dodatkowo zwinęliśmy jeszcze chipsy. Film bardzo mnie wciągnął. Straszny to on na pewno był. Za każdym razem chowałam twarz w ramieniu niebieskookiego a on tylko się ze mnie śmiał i oglądał dalej. Taki przebieg dnia bardzo mi odpowiadał. W pewnym momencie filmu zaczęłam krzyczeć, żeby ona tam nie szła. Mimo że wiedziałam, że nic to nie da, to krzyczałam dalej. Chłopaki starali się powstrzymywać chichot ale marnie im to szło. Ale nie denerwowało mnie to jakoś bardzo, bo byłam zbyt zajęta, żeby się z nimi użerać. 

W końcu film się skończył. Za oknem zrobiło się już ciemno, czyli było gdzieś około 19.00. Jeszcze przez pewien czas wtulałam się w Niall'a, bo nie powiem, ale bardzo się bałam. No cóż. Sprawka filmu i alkoholu który spożyłam. Każdy wie, że mocnej głowy to ja nie mam, ale potrafię pić jak facet. Postanowiliśmy nie zapalać światła tylko odpalić parę świec. Ten klimat był o wiele lepszy. Oczywiście nie obyło się bez gry w butelkę. Nie było jakiś niewygodnych pytań, ale śmiechu nie brakowało. Piajny Louis to dusza towarzystwa. Biedna Eleanor. Ciągle się za niego wstydzi, ale i tak go kocha. Nawet ja zgodziłam się na wyzwanie. Musiałam wymasować stopy Harry'emu. Nic gorszego nie mogło być. Przełamałam obrzydzenie i to zrobiłam. Później w łazience 5 minut czyściłam ręce. Nawet po tym czułam, że są brudne. Mówi się trudno, żyje się dalej. Po jakimś czasie gra nam się znudziła. Włączyliśmy piosenki a chłopaki zaczęli tańczyć. Królami tańca oni nie są, ale aż tacy źli nie byli. Chyba. Pękałam ze śmiechu. Reszta dziewczyn też. Przy nich nie idzie się nudzić. Nim się obejrzałam dziewczyny też zaczęły tańczyć. No i zostałam sama. Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę i stanęłam przed blondynem. Spojrzałam na niego i od razu wiedziałam o co chodzi. O nie. Ja tańczyć nie zamierzam. Nawet nie umiem. Nie będę robiła z siebie pośmiewiska. Jednak nie było mowy, żebym znowu mogła usiąć. W końcu się poddałam i zaczęłam się ruszać. Jak małpa, ale to już coś. 

Wydawało mi się, że wygłupiamy się już całą wieczność i w końcu poczułam zmęczenie. Postanowiłam iść się przewietrzyć. Zostawiłam wszystkich i wyszłam. Chłodne powietrze uderzyło we mnie, co było dobrym ochłodzeniem. Siadłam sobie na schodkach i zaczęłam oglądać gwiazdy. Moje ulubione zajęcie w nocy. No cóż, jestem tak nauczona od dzieciństwa. Nauczył mnie tego ojciec. Wtedy był całkiem inny a teraz stał się tyranem. Dalej nie mogę zrozumieć czemu to się stało. Nikomu się nie przyznawałam, ale brakuje mi tego dobrego kontaktu z nim. Byłam jego oczkiem w głowie, a teraz jestem tylko problemem. Mimo upływu czasu to dalej boli. Chciałabym się wyprowadzić. Tak bardzo tego pragnę. No tak, to jest ucieczka. Większość ludzi mnie nie rozumie, bo po prostu nie chce tego zrobić. Pewnie myślą, że to ja go prowokuję. Prawda, nie jestem aniołkiem, ale taka zła też nie jestem. To tylko bunt i odpowiedź na wszystko. Nawet nie mam kontaktu z siostrą i mamą. Wydaje się dziwne, bo z nimi mieszkam, ale ja tylko wracam tam, żeby się przespać. Nawet nie jadam z nimi obiadów. Czuję się tam obca i to się raczej nie zmieni. Czuję się samotna. Brakuje mi tej drugiej osoby, która może mnie uszczęśliwić. Ciekawe, czy kiedyś ją spotkam. A może już ją znam? Kto wie.

Usłyszałam że ktoś wychodzi, ale nie odrywałam wzroku od gwiazd. Jednak po chwili przełamałam się i spojrzałam w bok. To był Niall. 

- Mogę się dosiąść?- Spytał.

- No pewnie. Nie lubię siedzieć długo sama. To takie przytłaczające.

- Czemu siedzisz tu sama? Wydajesz się smutna. Coś się stało?

- Po prostu tak sobie myślałam nad moim życiem i doszłam do wniosku, że jak na razie nie ma ono żadnego sensu.- Powiedziałam mu prawdę.

- Co ty mówisz? Każde życie ma sens a twoje już na pewno.

- Tak myślisz? W końcu nie mam praktycznie rodziny, przyjaciół, wykształcenia, no i nawet nie mam chłopaka.- Ciężko było mi to powiedzieć.

- Ech... może i twój ojciec nie jest najlepszy, ale masz mamę i siostrę które z pewnością cię kochają, masz nas. Bardzo cię kochamy a co do chłopaka to znajdziesz go w swoim czasie. Każdy ma tam gdzieś na świecie swoją drugą połówkę. 

- Jesteś pewny?

- W 100%. Nie czas się tym zadręczać. Korzystaj z życia póki możesz, bo jest ono ulotne i w każdej chwili możesz je stracić. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale taka jest prawda. Idź po swoje i nie patrz na innych.

- Dziękuję. Te słowa dużo dla mnie znaczą. Dobrze, że cię mam.- Wtuliłam się w niego mocno. Usłyszałam, że jego serce zaczęło szybciej i mocniej bić, ale to zignorowałam. Przynajmniej raz czułam się bezpieczna.

Siedzieliśmy jeszcze bardzo długo w milczeniu, wtuleni w siebie. Przyswajałam sobie słowa Niall'a. Ma rację. Życie jest ulotne i trzeba korzystać z niego, osiągać swoje wyznaczone cele. Na miłość przyjdzie jeszcze czas i nie warto się tym teraz przejmować. Jeśli jednak już się zakochałeś, to staraj się szukać szczęścia. Zawsze są jakieś szanse, tylko trzeba umieć je wykorzystać. I nie obwiniaj za wszystko siebie bądź innych, bo każdy ma swój wkład w to, co się dzieje. Ten blondyn przez tą krótką rozmowę właśnie mi to uświadomił. Teraz muszę tylko znaleźć swoje małe miejsce na ziemi. Bo na pewno gdzieś ono się znajduje. Muszę tylko bardzo tego pragnąć, a z pewnością je odnajdę. 

Przepraszam! Wiem, nie wywiązałam się z umowy. Nie usprawiedliwiam się. Po prostu brakło mi czasu na pisanie. Widziałam rosnącą liczbę odwiedzin bloga, ale jakoś nie umiałam nic napisać. Ale rozdział nareszcie się pojawił i mam nadzieję, że będzie się Wam podobał. Jeszcze raz przepraszam i do zobaczenia :*

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 10

Były tam też osoby, których jeszcze nie znam. W sumie trochę to dziwne, bo z chłopakami znamy się już dwa miesiące. No, w końcu trzeba nadrobić ten stracony czas. Mam ochotę dobrze się zabawić.

    Pierwsza zauważyła mnie Cassie. Pomachała do mnie i kiedy byłyśmy na tyle blisko siebie, przytuliliśmy się. To samo zrobiłam z Harry'm i Niall'em. Później blondyn poznał mnie z resztą towarzystwa. Pierre i Zayn, Louis i Eleanor oraz Sophie z Liam'em. Wszyscy byliśmy trochę zmieszani.
Podeszliśmy do wejścia klubu. Weszliśmy bez problemu. W środku było trochę tłoczno. Przecisnęliśmy się przez tłum tańczących ludzi. Znaleźliśmy wolne miejsce. Zamówiliśmy jakieś drinki. Z początku byłam trochę niespokojna, sama nie wiem czemu. Nerwowo rozglądałam się po całym pomieszczeniu. Zauważył to blondyn. Przyglądał mi się zmartwionym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego, aby go trochę uspokoić. Odwzajemnił uśmiech, przez co mi też zrobiło się trochę lepiej. 

Niedługo potem byłam już całkiem wyluzowana. A to pewnie za sprawą ilości wypitego alkoholu. Nigdy nie lubiłam tańczyć po trzeźwemu, więc kiedy próbowali wyciągnąć mnie na parkiet, z uporem mówiłam, że nie. Na początku nie dawali za wygraną, ale w końcu dali sobie spokój. Zadowolona dalej piłam. Poznałam za ten czas resztę towarzystwa. Bardzo fajni ludzie. Coś mi podpowiada, że zaprzyjaźnię się z dziewczynami. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Chwilę później wszyscy ruszyli na parkiet oprócz mnie i Niall'a. Widać było, że coś go męczy. Zastanawiałam się co, ale nie miałam odwagi go spytać. Sama nie wiem czemu. Myślę, że chyba mogę nazwać go swoim przyjacielem. Nie pytałam go o to, ale chyba czas zacząć ten temat. Chociaż mam pewne wątpliwości. A co jeśli powie, że nie mam na co liczyć? To będzie porażka. Przywiązałam się do niego przez ten czas, ale czy on do mnie? Sama nie wiem. Poczekamy zobaczymy. Moje rozmyślania przerwał głos blondyna.

- Nad czym tak rozmyślasz?

- To aż tak widać?- Spytałam trochę zmieszana.

- Mhm. Ale nie przejmuj się. Ciekawi mnie tylko czemu myślisz, skoro przyszłaś się tu bawić?

- Sama nie wiem. Jakoś tak. Powiedzmy że to przez alkohol.- Uśmiechnęłam się do niego.

- No to może się trochę zabawimy?- Powiedział i wstał. Zachwiał się trochę, ale zaraz złapał równowagę.- Zatańczysz?

- Yyy... wiesz że nie lubię tańczyć, ale zrobię wyjątek.- Podałam mu rękę i wstałam. Gdyby nie jego silne ramię, leżałabym na podłodze.

Wśród tłumu dojrzeliśmy naszych znajomych i dołączyliśmy do nich. Akurat puścili świetny kawałek. Od razu rzuciłam się w wir tańca. Okazało się, że Niall nie jest wcale takim złym tancerzem jak twierdził. Z początku nasz taniec był spokojny, ale po kilku drinkach zmienił się o 180 stopni. Zaczęliśmy się ocierać o siebie i w ogóle. Wszystko wirowało mi w głowie i nie miałam pojęcia co robię. Kiedy już wszyscy byliśmy padnięci, postanowiliśmy wrócić do domu.

Jak się okazało, ja i blondyn upiliśmy się najbardziej, co spowodowało, że inni musieli nas prowadzić. Po przejściu jakieś drogi, przysiedliśmy na ławce. Byłam na tyle przytomna, aby wiedzieć, że powrót w tym stanie do domu nie jest dobrym pomysłem.

- Niall?- Zapytałam, bo nie mogłam iść do Cassie, ponieważ jej rodzice już wrócili.

- Tak?

- Mogę zostać dzisiaj u Ciebie na noc? Bo ojciec zabiłby mnie, gdyby zobaczył mnie w tym stanie. 

- Jasne. Nie ma problemu.- Po tych słowach urwał mi się film. Chyba zasnęłam.


~  Następnego dnia~

Chciałam obrócić się na drugi bok, ale trafiłam na jakąś przeszkodzę. W pośpiechu otworzyłam oczy i obok mnie zauważyłam jakiegoś chłopaka. Po przyjrzeniu mu się stwierdziłam, że to tylko Niall. W pośpiechu podniosłam kołdrę i z ulgą opadłam z powrotem na swoją poduszkę, bo oboje byliśmy ubrani. Rozejrzałam się. Jak się domyślałam, byliśmy w pokoju blondyna. Jestem tylko ciekawa, kto nas tu przytargał. Ale czemu położyli nas do jednego łóżka? Nie mam pojęcia. Leżałam plecami do niebieskookiego, więc nie wiedziałam, kiedy się obudził.

- Dzień dobry.- Mruknął mi do ucha swoim zaspanym głosem.

- Hej.- Odpowiedziałam uśmiechając się. Odwróciłam się głową do niego.- Mam nadzieję, że nie kopałam, bo mi się to zdarza. Chociaż wątpię żebyś coś czuł, bo byłeś tak samo nieprzytomny jak ja.

- Nie przesadzaj. Ja przynajmniej nie zasnąłem na ławce.- Zaczął się śmiać.

- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne i przestań się tak śmiać bo łeb mi pęknie.- Powiedziałam, łapiąc się za głowę.

- O, widzę, że kogoś tu kac męczy.- Znowu zaczął się śmiać.

- Oj, żeby czasem i Ciebie nie dopadł.- Specjalnie powiedziałam to bardzo głośno.

- Ała! Dobra, poddaje się. Mnie też dopadł.- Skrzywił się lekko, ale zaraz znowu zaczął się uśmiechać. Mi także dopisywał humor.

- Dobra, koniec tego dobrego, czas wstawać.- Powiedziałam i zaczęłam się podnosić.

- Jeszcze chwilkę!- Krzyknął cicho i przyciągnął mnie do siebie.

- No dobrze, jeszcze 2 minutki.- Przystałam na jego propozycję, bo było mi bardzo dobrze w jego ramionach. 

Po wielu próbach w końcu podnieśliśmy się. Jako pierwsza zajęłam łazienkę i postanowiłam wziąć krótki prysznic. Zdjęłam ubrania i weszłam pod strumień ciepłej wody. Przypominałam sobie różne sytuacje, aż zatrzymałam się na naszym "tańcu". Ciekawe co pomyśleli sobie inni. Może dlatego wpakowali nas do jednego łóżka. Mimo że powinnam, to nie żałuję. Było bardzo fajnie. Ciekawe czy on to pamięta. Myślę, że raczej tak, ale go o to nie spytam, bo się wstydzę. Może sam o tym wspomni. Po 5 min zakręciłam wodę i powycierałam się. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie mam co ubrać, bo nie założę wczorajszych ubrań. Powoli uchyliłam drzwi. Blondyna nie było w pokoju. Szybko podeszłam do szafy i chwyciłam pierwszą lepszą koszulkę. Wróciłam do łazienki i ubrałam ją. Sięgała do połowy uda, więc nie będzie widać mi bielizny. Wysuszyłam włosy i spięłam je gumką w luźnego koka. 


Po wyjściu z toalety skierowałam się do kuchni, gdzie prawdopodobnie znajdował się właściciel domu. Nie myliłam się. Przygotowywał śniadanie. Nie słyszał jak weszłam, dlatego zaczęłam mu się przyglądać. Stwierdziłam, że jest bardzo przystojny. W końcu chyba poczuł mój wzrok na sobie, bo spojrzał na mnie. Uśmiechnął się i podał mi tabletkę z butelką wody. Podziękowałam uśmiechem i połknęłam podany mi lek na kaca. Usiadłam przy stole i dostałam do zjedzenia kanapkę, za co byłam wdzięczna, bo miałam pusty żołądek. Jedliśmy w ciszy. Po zjedzeniu podziękowałam i wzięłam się za mycie brudnych naczyń. Blondyn postanowił mi pomóc. Było przy tym dużo zabawy. Z nim nigdy nie było nudno. Dopiero kiedy skończyliśmy, niebieskooki spostrzegł, że mam na sobie jego koszulkę. Przeprosiłam i wytłumaczyłam, dlaczego ją wzięłam. On stwierdził że nic się nie stało i poszliśmy do salonu.

Kiedy nastała między nami cisza, postanowiłam zacząć temat, który bałam się poruszyć, ale nadszedł czas, żeby to sobie wytłumaczyć. Nie umiałam dobrać słów, dlatego trochę się motałam

- Niall?

- Tak?

- Czy... jestem dla Ciebie tylko koleżanką czy może przyjaciółką?- Postanowiłam spytać prosto z mostu.

- Oczywiście że przyjaciółką. Bardzo dobrze czuję się w twoim towarzystwie i wiem, że mogę ci się zwierzyć, a ty mi pomożesz i nikomu nie powiesz. Mogę zawsze na Ciebie liczyć.- Strasznie ucieszyły mnie te słowa.- A ja kim dla Ciebie jestem?- Zaskoczył mnie tym pytaniem.

- Jesteś moim przyjacielem i cieszę się, że Cię mam, bo jak do tej pory miałam tylko Cassie a teraz mogę liczyć jeszcze na Ciebie.- Powiedziałam mu to, co przyszło mi na myśl.

- Na taką odpowiedź liczyłem.- Uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w niego i zaczęliśmy oglądać jakiś nudny program. 


Po jakimś czasie spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że już późno i muszę wracać do domu, bo ojciec zacznie mnie szukać. Oznajmiłam Niall'owi, że muszę już iść. Posmutniał trochę, ale zrozumiał. Poszłam na górę przebrać się w swoje ciuchy. Z niechęcią ściągałam jego bluzkę, ale musiałam. Poskładałam ją i zostawiłam na łóżku. Zeszłam na dół i po ubraniu się pożegnałam się z blondynem. Przeprosił mnie że nie może mnie odprowadzić, ale Harry zostawił klucze i nie wie kiedy wróci. Przytuliłam go i po krótkim zawahaniu stanęłam na palcach i pocałowałam go na palcach. Był trochę zaskoczony, ale zaraz otrzeźwiał i uśmiechnął się. Wyszłam szczęśliwa ale i zarazem smutna, że muszę już iść.


Po wejściu do domu trzasnęłam drzwiami oznajmując, że wróciłam i bez żadnego słowa poszłam do swojego pokoju. Wskoczyłam na łóżko i wzięłam do ręki telefon. Napisałam sms'a do Cassie.

Do Cassie ;* :
Już jestem w domu. Głowa trochę pęka, ale było warto. :)

Postanowiłam wysłać jeszcze jednego sms'a.

Do Niall ;* :
Tęsknię :*

Zaraz dostałam odpowiedź.

Od Niall ;* :
Ja też <3

Uśmiechnęłam się i zmęczona zasnęłam.



No to wróciłam jak widać. Postanowiłam napisać jednak ten rozdział. Może nie jest on długi, ale muszę się wprawić na nowo w pisanie. Postaram się dodawać rozdziały co tydzień (najprawdopodobniej w soboty) i być może będą one dłuższe, ale to zależy od mojej weny. No to do zobaczenia <3

poniedziałek, 24 lutego 2014

CZYŻBY POWRÓT?

Hej! Tak ostatnio coś powróciła do mnie wena i pomyślałam, że wrócę do pisania tej historii. Zastanawiam się tylko, czy jest sens. Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda i ma zamiar to czytać, to niech zostawi krótki komentarz "czytam", a ja postaram się jak najszybciej dodać rozdział. Jeśli nic się nie pojawi, to chyba usunę tego bloga, a więc wszystko w Waszych rękach. No to być może do zobaczenia! :)

czwartek, 14 listopada 2013

:P

Heej :) Ciekawe czy ktoś tu jeszcze zagląda...Ale dobra, nie w tej sprawie piszę. Dalej się zbieram, żeby zacząć tu na nowo pisać, więc dajcie mi jeszcze trochę czasu. Tymczasem chciałam zaprosić was na coś nowego. Prowadzą tego bloga trzy autorki, w tym jedną jestem ja. Proszę, abyście chociaż weszli i zobaczyli, jakie nowe pomysły rodzą się w tych naszych mózgownicach :D
http://threevoices-onedream.blogspot.com/

środa, 23 października 2013

Zawieszam

Zawieszam bloga, ponieważ nie mam zbytnio czasu i chęci na pisanie go. Bardzo możliwe, że w najbliższym czasie znowu zacznę na nim publikować. Na razie dam sobie spokój. Nie jestem zbytnio zadowolona ze swojej decyzji, ale wolę zrobić sobie przerwę niż pisać coś, co nie miałoby sensu. Uszanujcie moją decyzję. Do zobaczenia. :)

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 9

Zaczęłam się rozglądać i dojrzałam tego chłopaka z przystanku. Akurat musiał zjawić się w tej chwili. Otarłam łzy rękawem bluzy i dalej siedziałam, udając, że nie wiem, iż on znajduje się w pobliżu. Irytował mnie trochę, bo czułam, że się gapił. Jakby nigdy nie widział dziewczyny, która siedzi sama nad jeziorem. Dla mnie to normalny widok. Jakby z jakiegoś zadupia się urwał. Będzie się musiał przyzwyczaić do zasad panujących tutaj. Wygląda na takiego, który nie da sobie w kaszę dmuchać. Słyszałam, że podchodzi do mnie. Techniki cichego chodzenia, to on nie ma opanowanej. Kolejny minus. 

- No proszę, proszę. Widzę, że mamy tu kolejną łatwą panienkę, którą porzucił chłopak. Ach, jak mi przykro.- Powiedział nieznajomy, swoim zachrypniętym głosem. Zatkało mnie. Czy on właśnie nazwał mnie dziwką? Nie wierzę. Przecież on mnie nawet nie zna! Co za cham! Ja mu pokażę.

- Słucham? Czy ty właśnie nazwałeś mnie dziwką?- Podniosłam się ze swojego miejsca.

- A nie jesteś? Na taką właśnie wyglądasz. Chyba, że to mój instynkt już szwankuje. Chociaż nie, z nim jest wszystko w porządku.

- Jebnięty świr z ciebie! Tak, twój umysł wymaga intensywnego leczenia. Nie znasz mnie, a mówisz takie rzeczy! Nienawidzę takich ludzi. Jeszcze jedna rada. Z takim nastawieniem, to przyjaciół nigdy tu nie znajdziesz.

- Och, złotko. A kto tu mówił, że ja szukam przyjaciół? Może już ich mam? Tego nie wiesz. Więc te swoje rady, możesz wsadzić w ten swój seksowny tyłeczek. Chętnie bym cię przeleciał, ale poczekam aż sama do mnie przyjdziesz.- Uśmiechnął się chytrze. Teraz to się chyba przesłyszałam. 

- Co proszę? Że ja mam polecieć na ciebie? Chyba w twoich snach. I nie gap się nie mój tyłek, bo wydłubię ci te oczy. Jeśli masz taką wielką potrzebę seksualną, to idź na dziwki, bo źle trafiłeś.

- Jaka zadziorna. Lubię takie.

- Jesteś bezczelny. Weź się ogarnij, nim podejdziesz do mnie następnym razem.

- A ty rozważ moją propozycję.- Mruknął cicho. Ja nie odwracając się, pokazałam mu środkowy palec. Usłyszałam tylko jego śmiech. Co za palant. Takich to do psychiatryka tylko wysyłać. Zdenerwował mnie. Nie będzie mnie obrażał. Następnym razem mu nagadam. Chociaż mam nadzieję, że nie będzie następnego spotkania. Nie mam na to ochoty. Nigdy nie spotkałam takiego typa. Będzie z nim wiele problemów. Ale to już nie moja sprawa. 

Zmuszona odejść, przybyciem nieproszonego gościa, nie wiedziałam gdzie iść. Postanowiłam powłóczyć się trochę na osiedlu. Byle z dala od domu. Tam bym nie wytrzymała. Chętnie bym się wyprowadziła. Niestety jest parę ale, nie mam pieniędzy ani dokąd iść. To są główne powody. A zresztą nie chce dać mu tej satysfakcji. Nie dam po sobie poznać, że wykańcza mnie psychicznie i mam go dość. Czasami mam taką wielką ochotę, żeby mu porządnie przylać. Stracić kontrolę nad sobą i zrobić to, czego nikt się jeszcze nie odważył zrobić. Nie zrobię tego tylko dlatego, że nie chcę zmarnować swojej przyszłości. No i ze względu na mamę. I Elly. Dobra, koniec tego myślenia o ojcu. Nie będę psuła sobie humoru jeszcze bardziej.

Teraz tylko jedno pytanie. Dokąd mam iść? Jest mi zimno i jestem głodna. Nie będę zawracała głowy Cassie, bo pewnie teraz spędza czas z rodzicami. Nie chcę psuć jej stosunków z rodziną. Z nią miałam spotkać się wieczorem. Wspólna impreza. Jak ja za tym tęskniłam. Przez to uczenie się nie miałam czasu, żeby wyjść sobie gdzieś. Dzisiaj miałam iść i się wyluzować. Na całego. Ale jakoś straciłam na to ochotę. Z drugiej strony nie mogę zawieść Cas. Długo czekała, żeby wyjść w końcu gdzieś ze mną. Pójdę. Nie będę przecież cały czas siedzieć w domu. No to wracając do punktu wyjścia. Gdzie mam iść? Pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy zaraz po Cas, to Niall. Mam nadzieję, że jest w domu. Nie będę dzwonić. Zrobię mu niespodziankę. Miłą bądź nie. To już zależy od niego. Okazało się, że jestem akurat na jego ulicy. Chwilę później stałam przed jego drzwiami. Niepewnie nacisnęłam dzwonek. Rozległ się głośny odgłos. Usłyszałam, jak chłopak woła: "Już idę!". Zaśmiałam się cicho i dalej oczekiwałam, aż drzwi zostaną mi otworzone. Chwilę później usłyszałam szczęk otwieranego zamka.

- Cześć... Audrey?- Widocznie był zdziwiony moją wizytą.

- No cześć. Postanowiłam, że cię odwiedzę.

- Super. Wejdź. Pewnie ci zimno.- Przytaknęłam głową i weszłam do środka. Ściągnęłam buty i weszłam za chłopakiem do salonu.- Jesteś głodna?- Znów przytaknęłam. Pociągnął mnie za rękę do kuchni. Kazał mi usiąść na krześle, a sam wziął się za przygotowanie posiłku. Patrzyłam co robi. Po chwili zrozumiałam, że przygotowuje kanapki. Mój żołądek, jakby przyswajając tą wiadomość, głośno zaburczał. Złapałam się za brzuch i rumieniec oblał moją twarz. Horan tylko się zaśmiał i podał mi kanapkę. Szybko zniknęła z talerza. Dostałam jeszcze jedną  po zjedzeniu jej, czułam, że jestem pełna. Podziękowałam i napiłam się wody. O wiele lepiej.- A więc, skoro zaspokoiłaś już swój apetyt, to dowiem się, co cię do mnie sprowadza?- I znowu ten drażliwy temat.

- Hmm, co tu dużo mówić. Pokłóciłam się z ojcem i nie chcą zostawać z nim w jednym domu, wyszłam. Poszłam nad jezioro, ale tam też nie było mi dane zaznać spokoju. Przyszedł tam jakiś chłopak, który się tu dzisiaj przeprowadził i ni stąd, ni zowąd, nazwał mnie dziwką. Więc się na niego wkurzyłam i musiałam stamtąd iść. Nie chciałam wracać do domu, a wiedziałam, że Cas spędza czas z rodziną i nie chciałam jej przeszkadzać. Więc zostałeś mi tylko ty. Jeśli jednak ci przeszkadzam, to mogę iść. Tylko powiedz. Nie obrażę się przecież.- Przedstawiłam mu w skrócie dzisiejsze wydarzenia. 

- No coś ty! Nie przeszkadzasz mi. W sumie cieszę się, że przyszłaś. Nie lubię siedzieć sam, a Harry się gdzieś zwinął. No to nieźle rozpoczęłaś wakacje. Do kłótni z ojcem się nie mieszam. Już miałem z nim jedno starcie i wiem, że nie jest ci z nim łatwo. A co do tamtego nad jeziorem, to jakiś palant. Nie wiedział jak cię poderwać i wyjechał z takim tekstem. Ale jak widać, coś mu nie wyszło. Nie przejmuj się nim.

- Dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.- Podeszłam i mocno się do niego przytuliłam. On odwzajemnił uścisk. Tego mi właśnie było potrzeba. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę.

- Chodź, pójdziemy do salonu.- Niechętnie puściłam blondyna i usiadłam na kanapie.

Chłopak usiadł obok mnie i włączył telewizor. Akurat nastawiony był na kanał muzyczny. Leciała piosenka Maroon 5 "Love Somebody". Kocham tą piosenkę. Zerwałam się z miejsca i zaczęłam tańczyć, i śpiewać, a raczej fałszować. Chwyciłam Niall'a za rękę i pociągnęłam do góry. Zaczął się śmiać i okazało się, że także zna tą piosenkę. Zaczęliśmy śpiewać razem. Nawet świetny duet razem tworzyliśmy. Piosenka się skończyła, a my padliśmy zmęczeni na kanapę. Głośno dyszeliśmy. Gdy uspokoiłam swój oddech, zaczęłam się głośno śmiać. Niebieskooki spojrzał na mnie zdziwiony, ale zaraz dołączył do mnie. Nasz napad śmiechu trwał dłuższą chwilę. Przerwał do mój dzwoniący telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Cas ;* dzwoni. Westchnęłam i odebrałam. 

~ Halo?- Powiedziałam.

~ Cześć kochana! I co z naszą imprezą? Idziemy?

~ No jasne, że tak. Jak obiecałam to idziemy. 

~ Świetnie! To o 19 tam gdzie zwykle?

~ Spoko. Do zobaczenia.

~ Pa.- Rozłączyłam się.

- To Cassie. Idziemy dzisiaj na imprezę. Idziesz z nami?- Spytałam, tak jakby z... nadzieją (?) w głosie. 

- Czemu nie. Mogę zabrać kumpli?- Zgodził się!

- No wiadomo. W grupie raźniej.- Spojrzałam na godzinę. Wskazywał 17.00- A teraz wybacz, ale muszę iść się przygotować. Zostały dwie godziny. O 19 pod Victorią. Czekajcie przy wejściu. 

- Okej. To do zobaczenia.- Cmoknął mnie w policzek. 

Ubrałam buty i wyszłam z jego domu. Droga zajęła mi 10 minut. Przynajmniej mieszkamy blisko siebie. Miałam nadzieję, że nie ma nikogo. Chwyciłam za klamkę i okazało się, że moje prośby zostały wysłuchane. Wyciągnęłam z kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Zamknęłam je cicho za sobą i weszłam po schodach do swojego pokoju. Westchnęłam głośno i poszłam do łazienki. Nalałam wody do wanny i dolałam kilka olejków. Czułam, jak ta woda mnie przyciąga. Zdjęłam ubrania i weszłam do ciepłej wody. Od razu się zrelaksowałam. Nawet nie wiem, kiedy woda zrobiła się chłodna. Zawinięta w ręcznik, opuściłam łazienkę. Teraz najgorsze. W co mam się ubrać? Otworzyłam swoją wielką szafę. Przeleciałam wzrokiem wszystkie ubrania. Jednak wybór nie okazał się taki trudny. Od razu w oko wpadły mi czarne rurki, biała bokserka z jakimiś czarnymi napisami i czarne koturny. Wyciągnęłam mój zestaw i wróciłam do łazienki. Ubrałam się w to, co wybrałam i wysuszyłam włosy, po czym spięłam je w luźnego koka i zawiązałam wokół głowy czarno- białą apaszkę. Zostało jeszcze pomalować się. Jak zwykle zrobiłam delikatny makijaż. Po wszystkim oceniłam swój wygląd. Wyglądałam w miarę normalnie. Wyszłam z łazienki i zamówiłam taksówkę. Spojrzałam na zegarek. Zostało mi akurat 15 minut na dojechanie na miejsce. Wyszłam z domu i wsiadłam do taksówki, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Kazałam zawieźć się pod Victorię. Patrzyłam przez okno, a przed oczami migały mi mijane przez nas budynki. Chwilę później byliśmy na miejscu. Wyszłam z pojazdu i zapłaciłam kierowcy. Zaczęłam szukać wzrokiem Niall'a lub Cas. Chwilę później dojrzałam ich. Ruszyłam w ich stronę.

Rozdział wyszedł dzisiaj krótszy, za co przepraszam. Jakoś tak mnie coś dzisiaj hamowało. Może tak kilka komentarzy na zachętę? Do zobaczenia :*

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 8

- Otwarte!- Usłyszałam głos Cassie. Powoli otworzyłam drzwi i weszłam do przestronnego salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nigdzie nie było widać mojej przyjaciółki. Skierowałam swoje kroki do kuchni. Miałam rację. Siedziała na parapecie i piła herbatę. Bez słowa podeszłam i mocno ją przytuliłam. Odwzajemniła uścisk.- Przepraszam. To nie miało tak wyjść. Nie powinnam tak mówić. Nic nie zrobiłaś. Zareagowałam zbyt gwałtownie. Domyślam się, jak się poczułaś. W ogóle dziwię się, że jeszcze tu stoisz. Jestem kompletną idiotką. Mogłam cię stracić. A tego za nic nie chcę.- Ja milczałam i przysłuchiwałam się temu, co ona mówi. Oczywiście wyłączyłam się już po słowie przepraszam. To mi wystarczy. O reszcie bardzo dobrze wiem.

- Już dobrze. Wybaczam Ci. Nie umiem się długo na Ciebie gniewać. To jest właśnie minus.- Zaśmiałam się pod nosem. Ona jeszcze bardziej się we mnie wtuliła. Trwałyśmy tak kilka minut. Później zrobiło mi się nie wygodnie. Wstałyśmy i poszłyśmy do salonu. Rozłożyłyśmy się na kanapie i tradycyjnie, puściłyśmy jakiś film. Szybko usnęłam. Widocznie byłam strasznie zmęczona. Wraz ze snem przyszedł ten okropny koszmar.


~ Miesiąc później~

Ten czas zleciał na samym uczeniu się. Musiałam dużo odrobić. Głowa już mnie bolała od tego ciągłego uczenia. Mój każdy dzień był rutyną. Wstać rano, iść do szkoły, wrócić, zjeść obiad, pokłócić się z ojcem i uczenie się do późnej godziny. Miałam już powoli dość. Na szczęście dzisiaj już koniec roku. Udało mi się wszystko poprawić i jakimś cudem zdałam do następnej klasy. Nawet nauczyciele byli pod wrażeniem, że w miesiąc udało mi się wszystko ogarnąć. Nie powiem, ale byłam z siebie dumna. Jedyne, co mi się w tym wszystkim nie podobało, to to, że nie miałam czasu na spotykanie się z Cassie i Niall'em. Co prawda, Cas też się uczyła, ale ona miała mnie materiału. Oboje powtarzali mi, że rozumieją to, iż muszę się uczyć. Zaniedbałam ich, ale postaram się to wszystko odrobić. Nie powinno być tak źle. Te wakacje poświęcę tylko im. Mam nadzieję, że nasze stosunki się nie pogorszyły.

Przerwałam moje rozmyślania i postanowiłam podnieść mój zacny tyłek z łóżka. Nie chciałam się spóźnić. Wczoraj naszykowałam sobie ciuchy więc teraz tylko je zabrałam ze sobą do łazienki. Włosy związałam w koka i weszłam pod prysznic. Woda mnie rozbudziła. Kiedy byłam już umyta i ubrana, wzięłam się za malowanie. Oczywiście zrobiłam delikatny makijaż. Nie odpowiada mi tapeta. Wyszłam z łazienki, zabrałam torebkę i poszłam do kuchni. Siedziała tam moja siostra. Bez słowa wzięłam jabłko i poszłam do salonu. Usłyszałam coś w stylu " Jakby mnie nie widziała.". Zignorowałam to i rozsiadłam się na kanapie. Patrzyłam się przez okno. Całe dzieciństwo tu spędziłam i wydawało mi się, że już wiem wszystko o tym miejscu. Jednak siedząc tak, dojrzałam kilka innych rzeczy. Niby są nie istotne, ale jednak coś znaczą. Przypatrywałam się wszystkiemu po kolei. Z każdym miejscem mam jakieś wspomnienie. Ach, jakbym chciała wrócić do dzieciństwa. Nie musiałabym się niczym przejmować. Ważna była była tylko dobra zabawa. Miałam wielu kolegów. Kiedyś byłam bardziej towarzyska. Teraz stałam się zamknięta w sobie. Wszyscy zazdrościli mi tej otwartości. Jednak jak widać, ludzie się zmieniają i bardzo dobrze widać to na moim przykładzie. To nie tak, że z dnia na dzień przestałam ufać ludziom. Działo się to stopniowo. Z wiekiem traciłam przyjaciół aż do teraz. Została tylko Cas. Pojawili się Niall i Harry. Kto wie? Może poznam kogoś jeszcze. Trudno zdobyć moje zaufanie, więc nie dam się łatwo oszukać. Takie moje zasady i nie zamierzam ich zmieniać. Nie ufam zbytnio nawet mojej własnej siostrze. Wiem, że zasługuje na inną siostrę. Niestety ja nie mogę się zmienić. Mam tylko nadzieję, że nie popełni tych samych błędów, co ja. Nie jestem odpowiednim wzorem do naśladowania. Elly jest inteligentna, więc powinna sobie poradzić. W sumie nie jesteśmy nawet do siebie podobne. Nie żebym podejrzewała mamę o coś, ale nie zdziwiłabym się, gdyby zdradziła ojca. On to raczej nie nadaje się do niczego. W ogóle chcę się już stąd wyprowadzić. Zacząć nowe życie. Bez nich. Bez tych wszystkich problemów. Gdyby to było takie proste jak się wydaje. Poczekam ile trzeba. Szczęście chyba musi się kiedyś do mnie uśmiechnąć. Bóg nie może wiecznie się nade mną znęcać. To nie byłoby fair. Chociaż na tym świecie zbytnio nie widać sprawiedliwości. Kiedyś życie było łatwiejsze. Niestety ja musiałam urodzić się w tych czasach.

Ugryzłam ostatni raz jabłko i spojrzałam na zegarek. Wskazywał 8.45. Wstałam z kanapy i weszłam do kuchni, aby wyrzucić ogryzek. Tym razem zastałam tam mamę. Do niej też się nie odezwałam. Najlepiej, żeby siedzieć cicho. Mniejsze ryzyko kolejnej kłótni. Zrobiłam to, po co przyszłam i poszłam założyć buty. Wyszłam z domu. Zapach świeżego powietrza od razu trafił do moich nozdrzy. Ruszyłam swobodnym krokiem. Miałam się nie spóźnić, ale jakoś nie mam ochoty na szybki spacer. Po drodze spotkałam wielu spieszących się ludzi. Większość z nich szła tam gdzie ja. No tak, chcą jak najszybciej rozpocząć wakacje. Ja miałam wolne przez cały rok, pomijając ostatni miesiąc. No cóż, mój błąd. Ale jakoś szczególnie nie żałuję. Inni się starali, żeby wypaść jak najlepiej, a ja jak gdyby nigdy nic chodziłam do szkoły tylko po to, żeby nie mieć zbyt dużo nieobecności. Chwilę później byłam już na zatłoczonym placu szkoły. Każdy był podekscytowany. No może oprócz grupki kujonów, którzy będą wręcz tęsknili za szkołą. To jest dla mnie chore, ale tego lepiej nie komentować. Stanęłam i zaczęłam szukać wzrokiem Cassie. Znalazłam ją gdzieś w tłumie. Ona też mnie zauważyła i pomachała ręką. Odmachałam jej i ruszyłam w jej stronę. Szybko się zirytowałam mówieniem " Przepraszam" albo "Sory". Większość ludzi patrzyła się wtedy na mnie krzywo, ale ignorowałam ich i szłam dalej. Lepiej niech ze mną nie zadzierają. Jakoś nie mam ochoty do kłótni. Chwilę później znajdowałam się już w niedźwiedzim uścisku Cassie. Ona zdecydowanie miała za dużo siły.

- No hej. Już myślałam, że nie przyjdziesz.- Powiedziała puszczając mnie.

- Hej. Chętnie bym nie przyszła, ale ktoś musi odebrać za mnie świadectwo. Nie spieszyłam się zbytnio.- Odpowiedziałam.

- Przynajmniej przyszłaś. Nie muszę sama tu sterczeć. Ci wszyscy ludzie są dziwni. Jacyś tacy nie zbyt zadowoleni, że zaczynają się wakacje. Przecież mogą się widywać.

- Nie ogarniesz ludzi z naszej szkoły.

- No w sumie racja. Zaraz wyjdzie ten łysol, odwali jakąś bezsensowną gadkę, a wszyscy uwierzą, że będzie tęsknił za nami przez te wakacje. To chyba normalne, że on nas nienawidzi. Musi nas znosić. Ci ludzie są strasznie naiwni. Nie ma co.- Ech, jak Cas się rozgada to koniec. Możesz do niej krzyczeć, ale ona musi skończyć swoją wypowiedź.

Chwilę później uratował mnie dyrektor, który zaczął gadać coś do nas. Nie żeby mi przeszkadzało to gadanie mojej przyjaciółki, ale czasem lepiej jest jak się przymknie. Dzisiaj nie mam ochoty na rozmowy. Zły dzień. Co ja gadam. Zawsze mam złe dni. Dzisiaj trafił się jakiś jeszcze gorszy. Normalka. Chciałabym iść gdzieś, gdzie będę mogła zostać sama. Ostatnio zbyt dużo myślę. Nic na to nie poradzę. To coś w mojej głowie powoduje te wszystkie myśli. Nie przeszkadza mi to zbytnio. Przynajmniej nie mam czasu na nudę. Przez ten miesiąc, odizolowałam się od ludzi. I to widać. Nie jestem duszą towarzystwa. Przynajmniej gadanie Cassie to zakrywa. Czasem to jest przydatne, że tak dużo mówi. Odciąga uwagę ode mnie. Przerwałam ten ciąg myśli i skupiłam się na mowie dyrektora. Jak zdążyłam się zorientować, kończył już swoją wypowiedź. Życzył udanych wakacji i wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich klas. Głośno westchnęłam i podążyłam za resztą. Dziesięć minut później, siedziałam w swojej ławce. Przyszła moja wychowawczyni i nie tracą czasu, zaczęła rozdawać świadectwa. Szybko przyszła moja kolej.

- Audrey Bones.- Odczytała kobieta. Podniosłam się ze swojego miejsca i wolnym krokiem podeszłam do niej. Oczy wszystkich były skupione na mnie. Jak ja nie lubię być w centrum uwagi.- Gratulację.- Podała mi rękę. Uścisnęłam ją lekko.

- Dziękuję.- Mruknęłam cicho i wróciłam na swoje miejsce. Spojrzałam na kartkę papieru, która leżała przede mną. Same dwóje. Zdecydowanie nie są to dobre wyniki. Przynajmniej zdałam, to się liczy.

Wracałam razem z Cassie do domu. Ona jak zwykle nadawała jak najęta. Opowiadała mi jakąś historię, ale jakoś nie mogłam się skupić. Wybaczy mi to. Rozglądałam się na boki. Moją uwagę przykuł jakiś nieznajomy chłopak. Stał na przystanku i widocznie czekał na autobus. Głęboko się zastanawiałam, kto to może być. Wtedy w mojej głowie zapaliła się lampka. To pewnie ten nowy chłopak. Hmm, przystojny. Tak jak mówili inni. Wygląda jakoś podejrzanie, ale przecież go nie znam. Nie mogę go oceniać. Wpatrywałam się w niego dalej. On jakby czując mój wzrok na sobie, uniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. Nasz kontakt wzrokowy trwał dość długo. W końcu spuściłam wzrok, przerywając go. Dalej czułam jego wzrok na sobie. Nie chciałam przecież zwrócić jego uwagi na mnie. Ach ta moja ciekawość. Chwilę później stałam już w swoim salonie. Było podejrzanie cicho. Weszłam do kuchni. Siedział tam tylko mój ojciec. O nie, tylko nie to. Zaraz się zacznie.

- Pokaż swoje świadectwo.- Powiedział szorstko.

- A po co ci one?- Odpowiedziałam.

- Potrzebne. Daj mi to cholerne świadectwo.- Ulegając mu, rzuciłam kawałek papieru na stół i obserwowałam jego reakcję.- Same dwóje?! Co ty robisz przez cały rok?! Przynosisz mi tylko wstyd!

- Masz problem? To moje oceny i uczę się jak chcę, a tobie nic do tego!- Krzyknęłam zła.

- Nie odzywaj się tak do mnie! Gówniara jedna. Jestem twoim ojcem i oczekuję szacunku.

- Najpierw na niego zapracuj.

- Po co matka wogóle cię rodziła? Sprawiasz same problemy. Jesteś bezwartościową idiotką. Czasem wątpię, czy jesteś moją córką. Najchętniej bym się ciebie pozbył.- To we mnie trafiło jak młot. Nie wiedziałam, że właśnie to o mnie myśli.

- Wiesz co? Ja nigdy nie miałam rodziców. Zawsze byłam sama. Nigdy mnie nie wspieraliście. Byłam dla was tylko problemem. Czasami żałuję, że się urodziłam. A jeśli musiałam, to mogłam chociaż w innej rodzinie. Niszczycie ludzi. Nie macie w sobie serdeczności. Za grosz szacunku. Jesteście bandą debili. Nie wiem jak babcia mogła cię wychować. Jesteś zwykłym tyranem. Nigdy nie byłeś dla mnie ojcem i nigdy nie będziesz. Nienawidzę cię. Obyś zgnił w piekle. Nie wiem jak ktoś taki może żyć na tym świecie.- Oddychałam bardzo szybko. Byłam na najwyższym poziomie zdenerwowania. On tylko wstał i podszedł do mnie. Uniósł rękę, a chwilę później poczułam mocne uderzenie. Mój policzek zaczął niemiłosiernie piec. Chwilę później to samo było z moim drugim policzkiem. Uniosłam wzrok i popatrzyłam się na mojego "ojca" wzrokiem, który mówił sam za siebie. Tak bardzo go nienawidziłam. Odepchnęłam go i wybiegłam z domu. Pobiegłam w swoje stałe miejsce. Nad jezioro. Szybko się tam znalazłam. Upadłam na trawę i zaczęłam głośno szlochać. Jedno pytanie krążyło w mojej głowie. "Dlaczego ja?" Straciłam rachubę czasu. Długo zajęło mi uspokojenie się. Siedziałam tam długi czas. Poczułam kogoś wzrok na mnie. Zaczęłam się rozglądać i dojrzałam...

Napisałam. Rozdział mi się wcale nie podoba. Ostatnio coś nie idzie mi pisanie. Zobaczymy, co będzie dalej. Do następnego <3 

sobota, 21 września 2013

Rozdział 7

      " Szłam przez ciemny las. Wokół nie było słychać nic. Nawet żadnego śpiewu ptaków.
Strach opanował całe moje ciało. Nie wiedziałam, co robić. W końcu postanowiłam
iść dalej. Przedzierałam się przez krzaki, które raniły moją skórę. Rany mnie piekły,
ale nie przestawałam iść. Dotarłam na jakąś polanę. Stanęłam i rozglądałam się.
Dalej nic. Ruszyłam przed siebie. Po chwili zauważyłam coś leżącego na ziemi.
Postanowiłam sprawdzić co to. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną
leżał Niall, cały we krwi. Padłam na kolana, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. 
Kto to zrobił? Dlaczego? Czemu właśnie Horan? Pytania głębiły się w mojej głowie.
~ Tak, płacz mała suko. Właśnie o to mi chodzi. Przypatrz się. Za chwilę ty będziesz
tak leżała.~ Powiedział ktoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś chłopaka. 
Jego twarz była skryta w cieniu, dlatego nie mogłam dojrzeć jego twarzy. Instynktownie 
zerwałam się do biegu. Nieznajomy szybko ruszył za mną. Uciekałam ile sił w nogach.
Zerknęłam do tyłu. To był mój błąd. Nie zauważyłam wystającego korzenia i potknęłam
się o niego. Chłopak mnie dogonił. Nie miałam już szans. On zaśmiał się krótko i wyciągnął
nóż.~ Tyle czasu na to czekałem.- Powiedział i uniósł ostrze. Zaczęłam głośno krzyczeć."


- Audrey! Obudź się! Audrey!- Krzyczał ktoś nad moim uchem. Poderwałam się z miejsca i cała spocona zaczęłam dyszeć. Podniosłam wzrok i zauważyłam bladego Niall'a. A więc to tylko zły sen.- Och, w końcu się obudziłaś. Zaczęłaś tak wrzeszczeć, że aż przestraszony spadłem z łóżka. 

- Przepraszam.- Powiedziałam.

- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Zły sen?- Spytał. Pokiwałam twierdząco głową. To było straszne. Niech ten koszmar nigdy się nie powtarza. 

- Która godzina?- Nie byłam zorientowana.

- Dochodzi 9.- Odpowiedział blondyn. Opadłam ciężko na poduszki.- Ja pójdę zrobić śniadanie, a ty za ten czas weź prysznic.

- Ok. Dziękuję.- Chłopak jedynie uśmiechnął się do mnie. Wstał i opuścił sypialnię.


Ja również wstałam i skierowałam się do łazienki. Tam uświadomiłam sobie, że nie mam czystych ciuchów. Wróciłam  z powrotem do pokoju. Otworzyłam wielką szafę Niall' era. Chwyciłam jakąś koszulkę i znów zamknęłam się w łazience. Ściągnęłam wczorajsze rzeczy i weszłam pod strumień gorącej wody. Moje ciało od razu się odprężyło. Umyłam głowę jakimś szamponem należącym do niebieskookiego. Nawet ładnie pachniał. Po 15 minutach upuściłam kabinę. Wzięłam ręcznik, który pierwszy wpadł mi pod rękę i wytarłam się. Ubrałam wczorajszą bieliznę i spodnie. Założyłam jeszcze koszulkę nie należącą do mnie. Wysuszyłam włosy suszarką, która nie wiem co robiła w jego łazience. Spięłam włosy w luźnego koka, gumką, którą znalazłam w kieszeni jeansów. Przyjrzałam się mojemu odbiciu w lustrze. Wyglądałam tragicznie. Zjechałam wzrokiem w dół i zauważyłam, że na koszulce widnieje napis " Crazy Mofos". Uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się na schody i zeszłam po nich w dół, zmierzając do Niall'a, który powinien być w kuchni. Tam właśnie go zastałam. Kończył smażyć omlety. Podśpiewywał coś sobie pod nosem. Uznałam, że ma piękny głos. Stał do mnie tyłem. Postanowiłam skorzystać z okazji i coś zrobić. Podeszłam do niego po ciuchu od tyłu. Mocno wtuliłam się w jego plecy. Na początku się spiął, ale później rozluźnił się pod moim dotykiem. 

- Jak miło.- Powiedział.

- Mhm.- Mruknęłam dalej się tuląc. Po chwili go puściłam i usiadłam na jednym z krzeseł. Po chwili dostałam pod nos talerz pełen omletów.- Ty myślisz, że ja to zjem?- Spytałam zdziwiona.

- No pewnie. Nie zaszkodzi. Ja zawsze tyle jem.- Powiedział.

- Chyba cię pogięło.- Stwierdziłam.- Ja nawet nie wiem, czy dam radę zjeść połowę z tego. 

- To jedz tyle ile ci wejdzie. Więcej zostanie dla mnie.- Wyszczerzył się.- Smacznego.

- Jesteś niemożliwy. Dziękuję i wzajemnie.- Zaczęliśmy jeść. Te omlety są boskie! Jak on może tak gotować? Kiedy zjadłam 4 omlety i już padłam, blondyn kończył jeść taką porcję, jaką dostałam ja.- Ja już nie dam rady.- Powiedziałam, trzymając się za brzuch. Możesz sobie zjeść resztę.- Podsunęłam mu talerz pod nos. Po 5 minutach nie było tam już nic.- Jak ty to robisz, że jesz tak dużo a jesteś taki chudy?- Spytałam.

- Magia.- Odpowiedział. Zaśmialiśmy się oby dwoje.- To ty idź do salonu i włącz sobie telewizor, a ja za ten czas pozmywam.

- O nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Pomogę ci.

- Nie trzeba. Poradzę sobie.- Nie słuchałam już go, tylko wzięłam się za mycie. On tylko westchnął i wziął ścierkę do wycierania naczyń. Podawałam mu już umyte talerze, a on je wycierał. Było tak przez 10 minut. Kiedy już ostatni talerz został wytarty, oblałam chłopaka wodą i uciekłam z kuchni do salonu.


Siadłam na kanapie  jak gdyby nigdy nic włączyłam telewizor. Zastanawiałam się, gdzie on się podział. Nie było go i nie było. Pewnie aż tak go wryło w podłogę to, że odważyłam się go ochlapać. Zaśmiałam się chicho i oglądałam jakiś nudy program. Usłyszałam po chwili kroki. Uniosłam głowę i zauważyłam Niall'a. Miał strasznie podejrzaną minę. Coś się musiało kroić.

- Coś się stało.- Spytałam ostrożnie. Chłopak jednym ruchem ręki wyciągną zza siebie pistolet na wodę i zaczął mnie oblewać. Zaczęłam piszczeć i zaczęłam biec. On biegł za mną jak jakiś szaleniec. Ganialiśmy się tak po całym domu. Po chwili oboje padliśmy zmęczeni na kanapę. Oby dwoje byliśmy mokrzy. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Śmiałam się dopóki nie rozbolał mnie brzuch. Powróciliśmy do oglądania telewizji. 


Straciłam poczucie czasu. Usłyszałam jak otwierają się drzwi wejściowe. Po chwili w salonie stanął Harry. Przesunęłam się na kanapie. robiąc mu miejsce. W efekcie musiałam bardziej przybliżyć się do Horana.

- Cześć.- Powiedział lokowaty.

- Hej.- Odpowiedziałam.

- Siemka.- Powiedział Niall.

- Widzę, że tu wesoło było.- Popatrzył się na nas i zaczął się śmiać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że chodzi mu o nasze mokre ciuchy. 

- Nie zaszkodzi się czasem zabawić.- Powiedział blondyn. 

- No pewnie, że nie.- Odpowiedział Harold i zajął miejsce obok mnie. Teraz wszyscy oglądaliśmy jakiś program. Po chwili odezwała się moja komórka. SMS. Wyciągnęłam urządzenie z kieszeni i ujrzałam wiadomość od Cassie.

Od Cas <3: 
" Cześć."

Postanowiłam nie odpisywać. Już miałam odłożyć komórkę, kiedy znów zabrzęczała.

Od Cas <3:
"Przepraszam. Nie powinnam tak mówić :( Przyjdź to porozmawiamy.

Do Cas <3:
"Będę za 20 minut."

Postanowiłam się z nią spotkać. Byłam ciekawa, co ma mi do powiedzenia. No i mam u niej swoje rzeczy. Chciałabym zakończyć tą bezsensowną kłótnię. Byłam jeszcze trochę na nią zła, ale mi przejdzie. W końcu sama narzekam tyle na swoją rodzinę. Nie dziwię jej się.

- Słuchajcie. Ja się już będę zbierała.- Oświadczyłam wstając.

- Dlaczego?- Zareagował szybko Niall, robiąc to, co ja.

- Cas napisała, że chce się spotkać. Myślę, że dobrze będzie, jak do niej pójdę.

- No dobrze. Skoro mówisz. A wpadniesz jeszcze?- Spytał z nadzieją w głosie.

- No jasne, że tak!- Odpowiedziałam entuzjastycznie.

- To świetnie. Już nie mogę się doczekać.- Uśmiechnął się do mnie.

- Ja też. Ymm, pozwolisz, że pójdę w twojej koszulce? Nie chce mi się przebierać.

- Nie ma sprawy. Zresztą do twarzy ci w niej.- Wyszczerzył się.

- Eee tam gadasz. No to pa Harry.

- Cześć.- Odpowiedział i uśmiechnął się do mnie.

Niall odprowadził mnie pod drzwi. Założyłam buty i stanęłam naprzeciwko niego. Nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć i co zrobić. 

- Yhh, no ten, dziękuję za pomoc i przenocowanie mnie.- Zdecydowałam się powiedzieć to.

- To dla mnie przyjemność. Nie codziennie gości się tutaj taką śliczną dziewczynę.- Zaśmiał się.

- Nie żartuj sobie.- Uśmiechnęłam się.- No to do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję.- Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. Otworzyłam drzwi i wyszłam na świeże powietrze. Wyszłam przez bramkę i skierowałam się do domu Cas. Droga zajęła mi chwilę. Niedługo potem stałam przed drzwiami jej domu i czekałam aż mi otworzy.

Wiem, beznadzieja. Jakoś nie wiedziałam, co napisać. Czasami naprawdę brakuje mi pomysłów. Mam nadzieję, że następny rozdział wyjdzie lepiej. Do zobaczenia <3

sobota, 14 września 2013

Rozdział 6

- Audrey.- Usłyszałam. Obróciłam się i zauważyłam Niall'a. O nie. Tylko nie on. Nie chcę się mu tłumaczyć. Poza tym, nie chcę, żeby widział jak płaczę. To jest oznaka słabości. Wyjdę na jakąś kruchą dziewczynkę, którą raczej nie jestem. Już od dawna radzę sobie sama i wolę, żeby tak pozostało. Niezależność to coś, co kocham. Moje decyzje są podejmowane tylko przeze mnie i jeśli coś nie wypali, to mogę obwiniać tylko siebie. Szybko otarłam łzy z policzków i dalej pozostałam w pozycji, w której byłam. Może się odczepi, kiedy zobaczy, że nie mam ochoty na rozmowę.- Wiem, że płakałaś.- Powiedział pewny siebie.

- Zapomnij o tym.- Bardzo się starałam, żeby mój głos się nie załamał. Jednak chyba mi nie wyszło. Blondyn usiadł obok mnie i wpatrywał się w ten sam punkt przed nami, co ja. Zapadła cisza. Nie była niezręczna, ale wręcz przyjemna. Lubię, kiedy można z kimś pomilczeć. Spojrzałam na Niall'a, który miał niezrozumiałą dla mnie minę.- Słyszałeś wszystko, prawda?- Zapytałam. Byłam tego prawie pewna. Chłopak wachał się, co odpowiedzieć, ale w końcu się odezwał.

- Jakby to powiedzieć. Tak, słyszałem. Nie to, że chciałem podsłuchać, czy coś, tylko wszystko było słychać. Jeszcze podniosłyście głosy. Naprawdę nie wiem, jak ona mogła ci to powiedzieć. Jesteście przyjaciółkami. Skoro uznałaś, że nie jesteśmy grozni, co brzmi śmiesznie, bo chyba na jakiś bandytów nie wyglądamy. Ale to jej zdanie. Powiem, że nas to nie uraziło, ale wręcz rozbawiło. A co do twojego ojca, to nie powinna się ciebie o to czepiać. W końcu znacie się parę lat i powinna wiedzieć, jaki on jest. Sama też się na to naraziła, zapraszając cię do siebie. To nie twoja wina, że urodziłaś się w takiej rodzinie. Oczywiście bez obrazy. Ja cię rozumiem i nie mam ci za złe, że przede mną uciekałaś. Czasami jednak jest lepiej pobyć z kimś niż samemu. Nawet milcząc. Jeśli przeszkadza ci moje gadanie, to powiedz, a będę cicho.- Słuchałam go uważnie. Prawdę mówiąc, mówi całkiem sensownie. Niby chłopak, ale coś tam wie. Może rozmowa z nim mi choć trochę pomoże? Zobaczymy.

- Nie. Mów do mnie. To w jakiś sposób mnie uspakaja. Mam poczucie, że jednak nie jestem całkiem sama na tym świecie. Może i masz rację, co do tej sprawy z Cassie. W końcu jest moją przyjaciółką i powinna zrozumieć. Przykro mi, że musieliście to słyszeć. Ja na prawdę nie uważam was za jakiś agresywnych kolesi. Powiem ci, że jesteście nawet nawet.- Zaśmiałam się cicho, a Nialler razem ze mną.

- Fajnie wiedzieć. A ty nie jesteś nawet nawet. Jesteś królową pand.- Śmiał się, a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi. Chyba musiał odczytać z mojej miny, że nie wiem o co mu chodzi.- Jesteś najpiękniejszą pandą na świecie. Chodzi o twój makijaż. Cały spłynął.- Zaczął chichotać dalej. Ja w końcu też załapałam i zaczęłam się śmiać. No tak. Zaczęłam płakać zapominając o makijażu i na dodatek nie mam chusteczek. Ech, jaka wpadka. Niall, jakby czytając mi w myślach, wyciągnął z kieszeni chusteczki i podał mi jedną.- Proszę.- Powiedział.

- Dziękuję. Niestety, ale przestaję być królową pand. Lepiej im będzie beze mnie. Nie nadaję się na królową. Ktoś mnie lepiej zastąpi.- Zaczęłam ścierać resztki mojego make- up' u. Nie miałam lusterka, więc musiałam spytać mojego towarzysza, czy już wszystko starłam.- Już?- Spytałam. Niebieskooki nie odpowiedział, tylko wziął ode mnie chusteczkę i przytrzymując jedną ręką mój podbródek, drugą zaczął umiejętnie ścierać pozostałości, które zostawiłam. Spojrzałam na jego twarz. Był skupiony na tym co robi. Zaczęłam badac wzrokiem każdy zakamarek jego twarzy. Tak się zapatrzyłam, że nie zauważyłam, kiedy skończył.

- Gotowe.- Powiedział. Nasze oczy się spotkały. Nie mogłam uwierzyć, jak ktoś może mieć oczy błękitne jak niebo. Można w nich utonąć, co w tej chwili zrobiłam. Długo byliśmy w tym stanie. Po chwili zadziwiłam sama siebie tym, co zrobiłam. Nachyliłam się i pocałowałam chłopaka w policzek.

- Dziękuję. Naprawdę mi pomogłeś.- Nialler był na początku zszokowany, ale później na jego twarzy wykwitł ogromny uśmiech.

- To dla mnie przyjemność. A teraz chodź, wracamy.

- Ale ja nie mogę wrócić do domu.

- To dzisiaj przenocujesz u mnie. To żaden problem.- Zastanawiałam się chwilę. Co mi szkodzi? Nie pójdę przecież spać pod most. Kiwnęłam twierdząco głową. On znowu się uśmiechnął i wstał. Podał mi rękę i razem skierowaliśmy się do jego domu

Droga nie zajęła nam dużo czasu. Okazało się, że Niall mieszka dwie ulice dalej ode mnie. Dom nie był jakoś szczególnie duży. Może taki jak mój. Weszliśmy na posesję. Chłopak wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył drzwi. Ściągnęliśmy buty i weszliśmy do salonu. Ściany były w kolorze beżu. Na środku stały dwie skórzane kanapy, a obok dwa fotele. Przed nimi stał stół a na ścianie wisiał wielki telewizor plazmowy. Stało też kilka szafek, na których znajdowały się różne książki i zdjęcia. Już mi się tu spodobało. Później przeszliśmy do kuchni. Była przestronna tak, jak lubię. Wyposażenie takie, jak w każdej kuchni. Skierowaliśmy się schodami na górę. Blondyn otworzył jedne z drzwi. Podejrzewałam, że to jego sypialnia. Nie myliłam się. Na środku stało łóżko dwuosobowe. Z boku mała szafka, na której stała lampa i budzik. W pomieszczeniu znajdowała się też wielka szafa z ubraniami. Nad łóżkiem wisiała wielka flaga Irlandii, co wskazywało, że on musi być irlandczykiem. Wiedziałam, że miał jakiś dziwny akcent. O jedną ze ścian stała oparta gitara. Może mi coś kiedyś zagra. Znajdowały się tu też jeszcze jedne drzwi. Pewnie od łazienki, ale tam już nie wchodziliśmy. Wyszliśmy z pokoju i poszłyśmy do innego. Tylko przelotnie spojrzałam na wszystko, a Niall poinformował mnie, że mieszka z Harrym i to jego pokój. Ale tam bałagan miał. Zeszliśmy z powrotem na dół. Siadłam na jednej z kanap i czekał aż gospodarz przyniesie mi szklankę wody. Po chwili pojawił się Horan i postanowiliśmy oglądać TV. Znaleźliśmy jakiś film i postanowiliśmy go oglądnąć. Okryliśmy się kocem, który leżał obok i zaczęliśmy oglądać. Nie powiem, ale to było nudne. Poczułam zmęczenie i oparłam się głową o ramię blondyna. Przymknęłam powieki i zasnęłam.

Obudził mnie jakiś hałas. Nie wiedziałam co to. Dźwięki dobiegały z telewizora. Jakaś reklama. To mnie obudziło. Podniosłam głowę lekko do góry. Dalej byłam oparta o ramię Niall'a. On także spał. Czyli ten film to jakaś totalna nuda. Podniosłam się z jego ramienia i usiadłam prosto. Otarłam oczy przeciągając się. Nie wiedziałam, co mam robić. Postanowiłam obudzić go. Potrząsnęłam lekko jego ramię. Myślałam, że to zadziała, ale widocznie ma silny sen. Postanowiłam zadziałać inaczej. Włączyłam kanał muzyczny i puściłam muzykę najgłośniej jak się dało. Jednak mój wysiłek na nic. Horan dalej spał jak zabity. O nie, tak nie będziemy pogrywać. Poszłam do kuchni. Przeszukałam szafki w poszukiwaniu jakieś szklanki. Kiedy ją znalazłam, nalałam do niej wody. Wzięłam ją ze sobą i stanęłam przed chłopakiem. Jak słodko śpi. Niestety koniec drzemki. Nie będę siedziała sama. Wylałam zawartość szklanki na jego głowę. Zerwał się z kanapy, jakby się paliło. Spojrzał na mnie, kiedy odkładałam puste naczynie na stół.

- Ty.- Powiedział.- Pożałujesz tego.- Rozumiejąc przekaz, zaczęłam uciekać. On nie ustępował i gonił mnie przez cały dom. W końcu się zmęczyłam i stanęłam między kanapą a stołem. Blondyn stanął za kanapą. Nie wiedziałam, co ma zamiar mi zrobić, dlatego postanowiłam go przeprosić.

- Niall, przepraszam. Nie chciałam, ale nie wiedziałam jak cię obudzić.- Mówiąc to powstrzymywałam śmiech. Chłopak zaczął się śmiać.

- Chyba nie myślisz, że ci tak łatwo odpuszczę.- Powiedział i korzystając z mojej nieuwagi, przeskoczył przez kanapę i wziął mnie na ręce. Zaczęłam krzyczeć, żeby mnie puścił, ale on nie ustępował. Nie wiedziałam co planuje. Skierował się w stronę łazienki w swoim pokoju. Wyrywałam się, ale nic nie pomagało. Nie wiedziałam też, dlaczego zaniósł mnie do łazienki. Zaskoczył mnie. Wszedł pod prysznic ze mną i odkręcił zimną wodę. Dreszcze od razu pojawiły się na mojej skórze. Krzyczałam jeszcze bardziej, ale to nie pomagało. On tylko stał i śmiał się jak głupi. Że mu nie było zimno. W tej chwili nie było mi do śmiechu. 

- Puść mnie.- Zażądałam. Chłopak spojrzał dziwnie na mnie i mnie puścił. Chyba zrozumiał mój przekaz. Wyszłam spod prysznica. Rozglądałam się w poszukiwaniu jakiegoś ręcznika. Niestety nie mogłam go znaleźć. Chwilę później poczułam coś miękkiego na moich ramionach. Niall dał mi jakiś ręcznik. Otuliłam się nim szczelnie i patrzyłam na tego durnia. Miał minę jak zdechły kot. 

- Gniewasz się?- Spytał. Nie odpowiedziałam mu. Głucha cisza.- No przepraszam. Nie chciałem, ale musiałem ci się jakoś odpłacić, a to jedyny sposób, który przyszedł mi do głowy. Wybacz mi. Więcej nie będę. To było jednorazowe. No Audrey. Odezwij się.- Nie mogłam już wytrzymać. Te jego błagania były tak śmieszne, że wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. On na początku nie wiedział, o co mi chodzi, ale później dołączył do mnie i także zaczął się śmiać. 

- Dobra. Koniec tego dobrego. Żegnam cię w tej chwili, bo chciałabym wziąć prysznic.- Powiedziałam. Blondyn bez żadnych sprzeciwów, opuścił łazienkę.

Ściągnęłam przemoczone ciuchy i weszłam pod prysznic. Tym razem pod ciepłą wodę. Od razu zrobiło się cieplej. Po 30 minutach opuściłam pomieszczenie. Zeszłam do salonu, gdzie zastałam Niall'a. Siedział tyłem do mnie, dlatego postanowiłam skorzystać z okazji i go nastraszyć. Podeszłam po cichu na palcach do niego. Złapałam go za ramiona i krzyknęłam głośne "Buuuuuuuuu!". Jednak on się nie wystraszył. Zawiodłam się. Miał się przestraszyć. Wtedy byłaby zabawa.

- Nie wyszło ci, bo słyszałem jak schodziłaś po schodach.- Oznajmił.- Ale dobry pomysł. Gdyby ci się udało, to mogłabyś wpędzić mnie do grobu. Na szczęście ci się nie udało.

- Ech, a byłoby tak śmiesznie.- Klapnęłam koło niego na kanapie. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. W końcu postanowiłam się odezwać.- Yyy, jest już późno i chciałabym się położyć. Gdzie mogę?

- U mnie w pokoju. Ja położę się u Harry' ego. Dzwonił, że nie wraca na noc. Nie wiem gdzie jest.

- No to okej. Idę się położyć.- Wstałam i pokierowałam się w stronę schodów. Niall podążył za mną. Odprowadził mnie do jego pokoju. Już chciał zamykać drzwi, ale go zawołałam.- Horan!- On obrócił się z pytającą miną.- Dzięki za dzisiaj. Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie.- Wyrzuciłam z siebie. Wstałam i podeszłam do niego. Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek.

- Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie. Dobranoc powiedział.

- Dobranoc.- Zamknął drzwi, a ja wróciłam do łóżka. Ułożyłam się wygodnie i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Rozdział napisałam specjalnie dla Was. Chciałam Wam wynagrodzić, że tyle czasu czekaliście na poprzedni rozdział.
Jak wiecie, wczoraj nasz kochany Irlandczyk miał urodziny! Chciałam życzyć mu spóźnione wszystkiego najlepszego, dalszych sukcesów i aby się nie zmieniał. Już nie nastolatek, ale mężczyzna <3


niedziela, 8 września 2013

Rozdział 5

Za drzwiami stał mój ojciec! Po co on tu przylazł? I tak nie wrócę do domu. Wolę mieć szlaban, niż wrócić z własnej woli. W końcu z domu mogę wyjść oknem, a jeśli z nim wrócę, to będzie oznaka poddania się. Tego, że jestem słaba i nie umiem się mu postawić.

- Czego chcesz?- Pytanie retoryczne, ale co miałam powiedzieć.

- Wracasz ze mną do domu.- Oznajmił.

- Nigdzie nie idę.- Syknęłam.

- Nie dyskutuj ze mną. Albo pójdziesz dobrowolnie, albo zabiorę cię stąd siłą.- Zagroził.

- Nie zrobisz tego.- On sobie chyba ze mnie żartował. Nie miał prawa. 

- Chcesz się przekonać?

- Dobra, nie marnuj mojego domu i wracaj do domu.- Odpowiedziałam lekko wkurzona. Już chciałam zamknąć drzwi, kiedy on chwycił mnie za rękę i wyciągną na dwór.

- Powiedziałem, że idziesz ze mną.- Zaczął mnie ciągnąć w stronę bramki. 

- Puszczaj mnie!- Krzyczałam na całe gardło.

- Idziesz ze mną.- Powtórzył. 

Nagle już nie czułam uścisku na mojej ręce. Nie wiedziałam, co się dzieje. Może sobie odpuścił. Odwróciłam się na pięcie, a to, co zobaczyłam, było nie małym zaskoczeniem. Na ziemi leżał mój ojciec, a pewien blondyn przytrzymywał go.

- Nie słyszał pan? Jeśli nie chce iść, to nie pójdzie.- Powiedział chłopak.

- Nie wtrącaj się smarkaczu. Będę robił co mi się podoba.- Warknął.

Zamachnął się i uderzył w twarz swojego przeciwnika. Blondyn szybko się otrząsnął i oddał cios. Tak wybuchła między nimi bójka. Stałam i patrzyłam się na to otępiała. Po chwili doszło do mnie, że trzeba ich rozdzielić. Doskoczyłam do nich i odciągnęłam chłopaka od ojca. Nie stawiał oporów. Tato podniósł się z ziemi, otarł krew z twarzy i popatrzył się na nas.

- Tym razem masz szczęście. Jeszcze tu wrócę.- Skierował te słowa do mnie. Wzdrygnęłam się. 

- Niech pan nie będzie taki pewny.- Powiedział jeszcze blondyn.

Patrzyłam, jak mężczyzna zwany moim ojcem opuszcza posesję państwa Mill. Odetchnęłam z ulgą. Obróciłam się w stronę chłopaka. Miał tylko małe rozcięcie na wardze, z której powoli leciała krew. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale sięgnęłam ręką jego twarzy i opuszkiem palca, otarłam krew.

- Dziękuję.- Szepnęłam.

- Nie ma za co. Niall.- Podał mi rękę.

- Audrey.- Przedstawiłam się. Chwila, chwila. Czy to nie on dzisiaj do mnie dzwonił? Postanowiłam się tego dowiedzieć.- To ty dzwoniłeś dzisiaj do mnie.- Spytałam prosto z mostu.

- Yhm... Tak, to ja dzwoniłem. Przechodziłem tędy, mając nadzieję, że cię spotkam. Wczoraj byłaś tak wypita, że możesz mnie nie pamiętać.- Zaczął się tłumaczyć. Wpatrzyłam się w jego oczy. Były wyjątkowe. Takie błękitne. Utonęłam w nich. I nagle coś sobie przypominam.

- Czy to ty, wtedy wieczorem, pomogłeś mi i Cassie, kiedy próbowali nas...- Nie mogłam skończyć.

- Tak, to byłem ja. I mój kolega Harry. Dobrze, że akurat wtedy, tamtędy przechodziliśmy.- Powiedział.

- Tak... Za to też dziękuję. Może wejdziesz i opatrzę ci tą ranę?- Spytałam.

- Chętnie.- Odpowiedział.- Tylko jest jeden problem. Harry już tu idzie. Czy on też może wejść?

- Oczywiście. W końcu on też nam pomógł.- Stwierdziłam.

Weszłam z Niall'em do środka. Ściągnęliśmy buty w przedpokoju i weszliśmy do salonu. Na kanapie siedziała Cas, która była tak zajęta filmem, że nawet nie zauważyła, iż mamy gościa. Głośno chrząknęłam, co dopiero zwróciło jej uwagę. Widać, że była zdziwiona tą wizytą.

- Co on tu robi?- Zapytała brunetka. Nawet żadnego cześć nie powiedziała. Poziom kultury to ona ma na serio wysoki.

- Hmm, kiedy ty byłaś zajęta oglądaniem jakiegoś ciekawego filmu, przyszedł mój ojciec i próbował siłą zaciągnąć mnie do domu. Dziwne, że nic nie słyszałaś. No i wtedy pojawił się Niall, i mi pomógł. Więc zaprosiłam go do środka.- Wytłumaczyłam. 

- Aha. No, naprawdę dziwne, że nic nie słyszałam.- Powiedziała.

- Niall, to Cassie. Cassie, to jest Niall.- Przedstawiłam ich sobie.

- Cześć.- Pierwszy odezwał się blondyn. Na jego twarzy zagościł nieziemski uśmiech. Ogarnij się Audrey. O czym ty myślisz?!

- Hej.- Odpowiedziała obojętnie Cas i wróciła do oglądania. Jej zachowanie jest dziwne. Później z nią o tym pogadam.Pociągnęłam Niall'a w kierunku kuchni. Lepiej nie wchodzić jej teraz w drogę. 

- Chcesz coś do picia?- Spytałam, wyciągając wodę z lodówki.

- Woda może być. Odpowiedział. Podałam mu szklankę napełnioną wodą. Kiedy odłożyłam naczynie, po domu rozniósł się odgłos dzwonka.- To pewnie Harry.- Powiedział niebieskooki. Kiwnęłam głową i poszłam otworzyć drzwi, bo Cas pewnie nie ruszy dupy z kanapy.

- Hej. Wejdź. 

- Cześć. Jest tu Niall?

- Tak, jest.- Lokowaty ściągnął buty i weszliśmy do salonu. Tym razem Mills zauważyła nas od razu. Jej mina była przekomiczna. Próbowałam powstrzymać śmiech, ale mi nie wyszło. Wszyscy skierowali swoje spojrzenia na mnie. Wyglądali, jakbym jakąś zbrodnię popełniła.

- No co?- Spytałam, gdy w końcu się uspokoiłam.

- Nie, nic.- Odpowiedział Horan.

- Nie rozumiem was ludzie. Ale dobra, mniejsza z tym. Harry, to jest Cassie, Cassie to jest Harry.

- Super.- Powiedziała brunetka i udawała, że nas tu w ogóle nie ma. Styles popatrzył się na mnie dziwnie. Naprawdę nie wiem, o co chodzi tej dziewczynie chodzi. Może dalej wspomina tamtą akcję. Ja już się z ym oswoiłam.

- Siadajcie.- Oni spełnili moją prośbę.- Cas, możemy pogadać?- Postanowiłam zrobić to teraz. 

- Jeśli musisz, to spoko.- Powiedziała od niechcenia. Poszłyśmy do kuchni. Miałam nadzieję, że oni nie będą nas słyszeli, ale wszystko jest możliwe. Nerwy mogą mi szybko puścić.

- No dobra. Powiesz mi, co się z tobą dzieje? Zachowujesz się jak jakaś lalunia. 

- Och, a więc teraz jestem dla ciebie lalunią?

- Nie jesteś, ale tak zachowujesz się w tym momencie. Coś ci nie pasuje?

- Nie wszystko okej. Pomijając fakt, że sprowadzasz ich do mojego domu. Nie znam ich i nie wiem, czy nam czasem czegoś nie zrobią. Jeszcze twój ojciec. Przychodzi tutaj i robi awantury. Później moi rodzice będą mieli problem. On ma tu nie przychodzić.- Powiedziała. Tymi słowami mnie zraniła. 

- Może zamiast oceniać, najpierw ich poznaj. Nie wiesz, jacy są. A więc przeszkadza ci moja rodzina? To teraz będziesz miała spokój. Wychodzę.- Zdenerwowana wyszłam.

Słyszałam z tyłu nawoływanie Niall'a, ale jeszcze bardziej przyśpieszyłam. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Skierowałam swoje kroki nad jezioro. Zawsze tam szłam, kiedy byłam zła, czy smutna. Po chwili już tam byłam. Spojrzałam za siebie. Chyba udało mi się zgubić blondyna. Mam nadzieję, że mnie zrozumie i nie będzie zły. Usiadłam na swoje stałe miejsce, a z moich oczu poleciały długo powstrzymywane łzy. Nie mogłam się opanować. Znowu płaczę, chociaż obiecywałam sobie, że nie będę tego robiła. Jedyna osoba, w której miałam wsparcie, w końcu mi powiedziała, co myśli. Nigdy nie sądziłam, że coś takiego nastąpi. Nawet nie próbowałam się bronić, bo to i tak nie miałoby sensu. W sumie, to ona miała rację. Ale mogła to powiedzieć delikatniej. Nie oczekuję przeprosin. Chociaż wybiegając z jej domu, miałam nadzieję, że pobiegnie za mną. Niestety tak nie było. Jedyną osobą, która zareagowała, był Horan. Nawet go nie znam. Ale nie zgadzam się ze słowami Cassie. Nie wyglądają na kogoś, kto miałby złe intencje. To moje zdanie. Co prawda, nie powinnam ich zapraszać, bo nie byłam u siebie. Trudno, stało się. Ona powinna się trochę wyluzować. Ostatnio robi to tylko, kiedy coś wypije. No nic. Jej sprawa.

Rzucałam kamienie do wody, a łzy dalej spływały po moich policzkach. Wokół mnie panowała cisza. Słychać było tylko mój cichy szloch.

- Audrey.- Usłyszałam. Obróciłam się i zauważyłam...


Wiem, rozdział beznadziejny. Wena mnie opuściła. Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział. Może go w ogóle nie będzie. No nic, to do zobaczenia.
Jak coś to piszcie na gg: 48270195 lub pytajcie na askuhttp://ask.fm/NiallMyLovee69

niedziela, 25 sierpnia 2013

Informacja

Jest pewna sprawa... Nie wiem czy jest sens kontynuowania tego opowiadania. Kocham to robić, ale chyba to był błąd, żeby zakładać tego bloga. Co prawda widzę, że ktoś tu zagląda, ale nikt tego nie komentuje, więc nie wiem, czy komuś się podoba to, co piszę, czy może coś by zmienił. Byłabym szczęśliwa, gdyby pod postami pojawiały się co najmniej 3 komentarze. Wiedziałabym, że jest sens. No nic, zobaczymy, czy coś się poprawi. Jeśli nie, to skończę z pisaniem tutaj. Co prawda będzie mi ciężko, ale się do tego przyzwyczaję. I jeszcze gdybyście mogli dodawać się do obserwatorów. Byłabym wniebowzięta.

Kolejny rozdział, piąty już, powinien pojawić się za niedługo. Jeśli ma ktoś ochotę to może pisać na GG: 48270195 lub pytać na asku: http://ask.fm/NiallMyLovee69

No to chyba na tyle. Dziękuję za uwagę :P. Do zobaczenia! :)

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 4

    Znów ten potworny ból. Moja głowa. Za każdym razem powtarzam sobie, że nie będę tyle piła, ale i tak robię swoje. Rzucam się w wir zabawy i zapominam o swoich postanowieniach. No trudno. Warto było. Jest tylko jeden minus. Film mi się urwał. Pamiętam, że poszłyśmy do miasta, po jakąś wódkę. Cassie poszła kupić, a ja zostałam na dworze i patrzyłam się w gwiazdy. Zaczęłyśmy pić i to koniec tego, co pamiętam z wczoraj. Mam nadzieję, że nie zrobiłyśmy żadnych głupstw. Znając nas, jest to bardzo możliwe. 
       
         Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym przebywałam. Z początku nie wiedziałam, co robię w salonie Cas, ale sobie przypomniałam, że jej rodzice wyjechali i na ten czas będę tu tak jakby " mieszkała". Tak bardzo nie chciało mi się wstawać, ale w końcu trzabyło coś ze sobą zrobić. Skierowałam się do kuchni. Wzięłam aspirynę i popiłam to dużą szklanką wody. Mam nadzieję, że szybko zadziała. Postanowiłam nie budzić na razie Cassie, tylko wziąć prysznic. Ze swojej torby wyciągnęłam spodnie dresowe i bokserkę. Ściągnęłam wczorajsze ciuchy, bo oczywiście byłam tak wstawiona, że nawet się nie przebrałam. Woda ukoiła mój ból głowy. Po 30 minutach wyszłam z łazienki. Mills już nie spała. Była w kuchni i łykała akurat aspirynę. W końcu ona też się wczoraj nieźle wstawiła. 

- Hej.- Powiedziałam zmęczonym głosem.

- Cześć.- Odpowiedziała.

- A tobie na czym się film urwał?- Zapytałam, mając nadzieję, że pamięta więcej ode mnie.

- Hmm, niech pomyślę. Na tym, że piłyśmy wódkę pod sklepem. Więcej nic.- No i moje nadzieje zgasły. 

- No to super. Ja też pamiętam tyle. Mam nadzieję, że nic głupiego się nie stało.

- No ja też. Przypały po pijaku nam się często zdarzają.- Popatrzyła się na mnie.- Ty już wzięłaś prysznic nawet?

- No tak. Teraz twoja kolej.- Zatkałam nos, udając, że śmierdzi. 

- O, widzę, że komuś nie odpowiada mój zapach.- Zaśmiała się.

- I to bardzo.- Dopowiedziałam.

- Ty dziadu!- Krzyknęła. Ja się tylko zaczęłam śmiać.- No dobra, idę.- I zniknęła za drzwiami łazienki.

         Za ten czas postanowiłam zrobić coś na śniadanie. Popatrzyłam się, co jest w lodówce i postanowiłam zrobić jajecznicę. Poszło sprawnie. Kiedy po 20 minutach Cas wyszła z łazienki, wszystko było już gotowe. Zjadłyśmy wszystko ze smakiem. Myślałyśmy, co by tu dzisiaj robić. Wtedy zadzwonił mój telefon. Oczywiście nie wiedziałam, gdzie go wsadziłam i szukałam go jak oszalała po całym mieszkaniu. Pewnie wyglądałam jak idiotka. W końcu znalazłam go na kanapie. Zerknęłam na wyświetlacz. Dzwonił nieznany numer. Postanowiłam odebrać.

~ Halo?- Powiedziałam.

~ Audrey?- Spytał męski głos po drugiej stronie.

~ Tak, a ty kto?- Spytałam.

~ Niall.- Odpowiedział.

~ Jaki Niall do cholery?

~ Już nie pamiętasz? Wczoraj odprowadziliśmy was do domu. 

~ Weź się koleś odwal, bo nie przypominam sobie, żeby ktoś mnie odprowadzał.- I się rozłączyłam.

         Co to niby miało być? Dzwoni jakiś obcy koleś, nie wiem skąd ma mój numer i twierdzi, że wczoraj odprowadził mnie do domu. Ten świat jest dziwny. W sumie to nie wiem, co działo się ze mną w drodze do domu. W końcu urwał mi się film. Może on mówił prawdę? Nie. W to akurat jest trudno uwierzyć. Nigdy nie byłam chętna do zapoznawania się z ludźmi. Nawet po pijaku. Tego nie da rady nikt, ani nic we mnie zmienić. Na prawdę dziwna sytuacja. 

- Kto dzwonił?- Zapytała ciekawa Cas.

- Jakiś koleś, Niall się nazywał i mówi, że wczoraj odprowadził nas do domu. Czaisz to? Bo mi trudno w to uwierzyć.- Powiedziałam. 

- No na serio dziwne. Ja nie przypominam sobie nikogo. A na pewno nie jakiegoś chłopaka.

- Ja też nie. Mam kompletną pustkę w głowie. A z drugiej strony, skąd on ma mój numer?- I to mnie właśnie ciekawiło.

- No to właśnie jest zastanawiające. Bo skąd miałby go mieć? No i znał też twoje imię.

- Ech, może rzeczywiście nas odprowadził. Na razie wszystko na to wskazuje.- Stwierdziłam.

- Jak zadzwoni następnym razem, masz go przeprosić.- Rozkazała mi.

- O ile mi się zachce.- Powiedziałam cicho, żeby nie usłyszała.

- Co powiedziałaś?

- Nic, nic. 

        Włączyłyśmy telewizor i rozsiadłyśmy się na kanapie. Leciał jakiś nudny film dokumentalny. Nie wiem co Cassie widziała w tym interesującego, ale zapatrzyła się w ten telewizor jak nie wiem w co. Mnie to w ogóle nie pociągnęło. Patrzyłam się tępo w ekran. Nadszedł czas poważnie zastanowić się nas swoim życiem. Mam 17 lat. Nie dogaduję się wcale ze swoją rodziną. Ojciec chce, aby wszystko było po jego myśli. Rozkazuje wszystkim i rozstawia po kontach. Matka się go słucha jak głupia. Nigdy się nie broniła. Kiedyś też byłam szarą myszką, ale z wiekiem to odeszło. Teraz nie pozwolę sobą rządzić. Każdy człowiek powinien mieć własne zdanie. I ja zawszę staram się wszystkich wysłuchać. Elly jeszcze siedzi cicho. Widzę po niej, że czasami ma ochotę powiedzieć coś ojcu, ale się powstrzymuje. Nie wiem czemu. Powinna mu powiedzieć, co o nim sądzi. Jeszcze się zbiera w sobie. Kiedyś to nastąpi. Chciałabym wtedy zobaczyć jego minę. Może i dzięki niemu się urodziłam, ale nie darzę go dużym szacunkiem. Gdy najbardziej go potrzebowałam, on wychodził z kumplami to pubu, a gdy wracał, był tak pijany, że nawet nie potrafił powiedzieć jednego słowa normalnie. Podejrzewam, że wtedy właśnie bił mamę. Może i byłam mała, ale dziecko pamięta najbardziej. Te wszystkie podłości. A ja jestem szczególnie pamiętliwa. Przez to wszystko zaczęłam imprezować, upijać się, czasami nawet do nieprzytomności. Wiem, że to przegięcie, ale to pomaga mi zapomnieć. Wolę picie niż ćpanie. Piję często, ale alkoholiczką nie jestem. Na swoją urodę narzekać nie mogę, bo nie raz zawiśnie na mnie oko jakiegoś faceta. Staram się nie zwracać na to uwagi, ale czasem tak mnie to irytuje, że pokazuje im mój  środkowy palec. Oni tylko patrzą się na mnie jak na wariatkę i idą dalej. Przyciągam wyglądem, ale odtrącam charakterem. Kiedyś miałam dużo przyjaciół. Później się zmieniłam  wszyscy opuścili mnie. Została tylko Cassie. Wiem, że staczam się na dno i ciągnę ją ze sobą. Naprawdę tego nie chcę, bo Cas to dobra dziewczyna i powinna mieć normalne życie. Gdyby nie ja, to pewnie dawno miałaby jakiegoś chłopaka. Uczyłaby się lepiej. Nie raz chciałam jej powiedzieć, żeby nie szła tą drogą, którą ja idę, ale bałam się. Cholernie się bałam tego, że zostanę sama. Samotność to jedyna rzecz, która mnie tak bardzo przeraża. Gdybym była sama, to popadłabym w jakąś chorobę. Mills jest mądra i mam nadzieję, że gdy ja będę się staczała jeszcze bardziej, ona przejrzy na oczy i pójdzie swoją drogą. Mimo tego, że nie chcę być sama, to nie chcę też, aby ona marnowała sobie życie przez to. Ująć jednym słowem moje życie. Bardzo łatwe zadanie. Odpowiedź jest prosta. Piekło. Tylko to przychodzi mi do głowy. Jest we mnie cichutka nadzieja, że pojawi się ktoś, kto wskaże mi tą dobrą drogę.  Tylko że ja nie dopuszczam do siebie obcych. Mam jakąś blokadę co do tego. Sama nie potrafię tego wytłumaczyć. W moim życiu miałam tylko dwie bliskie mi osoby. Cassie i Robin. Robin to mój były. Byliśmy ze sobą rok temu. Znaliśmy się od podstawówki. Kochałam się w nim potajemnie. Opisywałam to wszystko w swoim pamiętniku. Pisałam go aż do 16 roku życia. Kiedyś przez przypadek, pomyliłam go z zeszytem do biologi, bo mają podobne okładki i dałam go Robinowi. Chciał przepisać notatki. Tak się stało, że kiedy chciał przepisywać notatki, otworzył na wpisie, który był poświęcony jemu.

"Drogi pamiętniku,
to już zabija mnie od środka. Codziennie muszę patrzeć się na niego. Jest wręcz idealny. Blond włosy idealnie pasują do niebieskich oczu. Małe usta wręcz nadają się do całowania ich. To mój ideał chłopaka. Szkoda tylko, że nie zwraca uwagi na mnie. Ile bym dała, żeby chociaż raz zagadał do mnie, a nie do tych pustych małp. Nie wiem, co on w nich widzi. Mają przecież kilo tapety na twarzy. Tak, wiem, jestem zazdrosna. Może ja też nie jestem idealna, ale chciałabym, żeby zwrócił na mnie uwagę. Już ja bym wykorzystała tą szansę. To tylko moje marzenia. Kiedyś może zdarzy się ten cud. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Kocham Cię Robin~ Audrey xx"

       Godzinę później, on już stał pod moimi drzwiami. Zbladłam, kiedy zobaczyłam, że zamiast zeszytu od biologi, trzyma mój pamiętnik. " A co jeśli przeczytał to wszystko?" Ta jedna myśl ciągle chodziła mi wtedy po głowie. Miałam oczy jak spodki. O nic nie mówił, tylko przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Bez słowa podał mi moją własność. Kiedy myślałam, że odwróci się bez słowa i złamie moje serce na pół, on zrobił coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie i pocałował. Wszystkie wnętrzności mi się poprzewracały. Jego usta na moich. To niezapomniane uczucie. Oderwaliśmy się od siebie, a on szepnął mi do ucha " Też Cię kocham." i odszedł bez słowa. Zakryłam dłonią moje usta i zjechałam na dół po ścianie. Siedziałam tak przez jakiś czas. Nie mogłam się otrząsnąć z tego stanu. Tysiąc myśli na raz krążyło mi po głowie. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to wszystko było na nic. Miesiąc później rzucił mnie przy swoich znajomych, twierdząc, że nie jestem dla niego odpowiednia. Moje serce momentalnie pękło na pół. Oczy się zaszkliły. Popatrzyłam się na niego i szepnęłam nieme "Dlaczego?". On tylko zaczął się śmiać. Uciekłam stamtąd z płaczem. Od tego momentu tak łatwo nie wierzyłam ludziom. Stałam się też pośmiewiskiem w szkole. Zmieniłam się diametralnie. Nikt mnie nie poznawał. Byłam z tego powodu zadowolona. Ta historia w dużym stopniu przyczyniła się do powstania nowej Audrey. Szczerze mówiąc, nie żałuję żadnej z moich decyzji. Jestem zadowolona z mojego ja. Wtedy właśnie zbliżyłam się tak bardzo z Cassie. 

       Przerwałam moje rozmyślania, bo to już było za dużo. Nie zauważyłam nawet, że ten durny film się skończył. Postanowiłyśmy z Cas przejrzeć nowości. Otworzyłyśmy różne strony w internecie i czytałyśmy o wszystkim. Ciekawych rzeczy się dowiedziałam. Kiedy Mills czytała jakiś artykuł, ja poszłam zrobić nam popcorn. Wyciągnęłam go z szafki i wsadziłam do mikrofalówki. 5 minut później był już gotowy. Przesypałam go do dwóch dużych misek i ruszyłam do salonu. Postanowiłyśmy obejrzeć jakiś dobry horror. Zasłoniłam okna, żeby było ciemno i rozsiadłam się wygodnie. Cassie miała nacisnąć replay, kiedy przerwał jej dzwonek do drzwi. Ale się wystraszyłam. Ciekawe kto to. Padło na mnie, że to ja mam otworzyć drzwi. Wstałam powoli i skierowałam się w stronę wyjścia. Po otworzeniu ich przeżyłam szok. Nie spodziewałam się tego. Myślałam, że to tylko sen, ale kiedy uszczypnęłam się w ramię, okazało się, że to rzeczywistość. Za drzwiami...


No i w końcu pojawił się rozdział 4. Jeśli to czytasz, to pozostaw po sobie jakiś komentarz. Będę wiedziała, że ktoś to czyta. No i jeszcze raz dziękuję za tą nominację :* Do zobaczenia! :D